Gobliiins 4 - recenzja
Dodane przez Madzius888 dnia 22.07.2009 18:43

Pierwsza część serii „Gobliiins” powstała na początku lat 90-tych. Kolejne części wydawano rok po roku, aż wreszcie po części III twórcy gry postanowili sobie zrobić przerwę. Gracze musieli czekać na kolejną odsłonę przygód Goblinów kilkanaście lat. W tym czasie seria zyskała tyluż zwolenników, co przeciwników. Jedni chwalili grę za humor i bardzo dobrą, jak na ówczesne czasy, grafikę. Inni krytykowali kolejne części za wtórność i zbyt wyśrubowany poziom trudności. Niezależnie od głosów malkontentów autorzy postanowili wrócić do sprawdzonego formatu i ku uciesze wielu po raz czwarty powołali Gobliny do życia. CD Projekt zdecydował się wydać grę w Polsce dodając, jako bonus, trzy poprzednie części. Mnie przyszło się zmierzyć z goblińską logiką myślenia i absurdalnym poczuciem humoru. Z uwagi na fakt, że nie grałam w trzy poprzednie części, postawiłam sobie ambitne zadanie ukończenia tychże, przed przystąpieniem do rozgrywki w części czwartej. Poniższy tekst jest więc nie tyle recenzją części czwartej, co oceną całej serii. Ci z Was, którzy podobnie jak ja nie mieli do tej pory z Goblinami styczności, będą mogli dzięki temu ocenić, czy warto w tę serię zainwestować. Tych z Was natomiast, którzy w trzy poprzednie części grali i wspominają je z sentymentem, do zakupu zachęcać nie trzeba, a i zniechęcić pewnie byłoby trudno. ;)



Siła wyobraźni



To pierwsze, co będzie Wam potrzebne, drodzy gracze. Wprowadzenia do każdej z części są bardzo skromne. Od pojedynczego obrazka z postaciami wydającymi niezrozumiałe dźwięki w części pierwszej, poprzez opowieść snutą przez czarodzieja w części drugiej, krótką historyjkę w części trzeciej, do tutoriala w zasadzie zastępującego intro w części czwartej.





Minimum treści, maksimum rozrywki



Zdaje się, że takie motto przyświecało twórcom gry. To, co w większości gier przygodowych określamy mianem fabuły, a więc rozbudowana historia z mnogością wątków, która rozwija się wraz z postępem rozgrywki, w tej serii w ogóle nie występuje. W każdej części przed graczem stawiane jest jedno konkretne zadanie, które zastępuje fabułę jako taką. W części pierwszej jest to uratowanie króla, w części drugiej uratowanie królewskiego potomka, w części trzeciej uratowanie ukochanej i wreszcie w części czwartej uratowanie królewskiego zwierzaka. Na tych prostych zadaniach wszystkie fabularne zawiłości się kończą. Żeby wywiązać się z poszczególnych zleceń gracz musi przeprowadzić gobliny przez kolejne poziomy, których liczba jest różna i waha się od 22/24 w części pierwszej i drugiej, przez 10 etapów w części trzeciej, po 16 plansz w części ostatniej.



Zwróćcie proszę uwagę na nazewnictwo, bo używam go nieprzypadkowo. W całej goblińskiej serii spotkacie się wyłącznie z planszami/poziomami/etapami, a nie uświadczycie ani jednej lokacji jak w klasycznej przygodówce. Zwykle również nie będziecie mogli opuścić danego etapu, dopóki go nie ukończycie, a po ukończeniu nie będziecie mogli do niego wrócić. Piszę „zwykle”, bo dokładnie taką zasadą kieruje się część pierwsza i czwarta. W części drugiej i trzeciej będziecie wracać do niektórych plansz więcej niż raz, ale tylko w ramach konkretnego etapu rozgrywki.



W części czwartej ten podział na poziomy został dodatkowo podkreślony stworzeniem poziomu bonusowego, do którego dostęp uzyskuje się po zebraniu wszystkich złotych zębów na trzynastu poprzednich planszach.





Sokole oko, precyzyjna ręka, pokręcona logika



To co wyżej to kwintesencja zadań, z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć. Z uwagi na braki fabularne, na każdym etapie Waszym podstawowym zadaniem będzie wydostać się z niego i przejść dalej. Pytaniem otwartym pozostanie JAK? No właśnie. W znalezieniu odpowiedzi na to pytanie będziecie całkowicie zdani na siebie. W pierwszych trzech częściach nie spotkacie się w ogóle z czymś takim, jak komentarze głównych bohaterów naprowadzające Was na to, co dalej należy robić, gdzie się udać, którym wątkiem się zająć. Tego typu rozwiązanie zostało wprowadzone dopiero w części czwartej. Prowadzenie rozgrywki we wcześniejszych odsłonach sprowadza się więc do stosowania metody prób i błędów. Przy czym ona również może się okazać zwodnicza. Niejednokrotnie będąc u kresu wytrzymałości i desperacji na jakimś poziomie zaglądałam do poradnika tylko po to, żeby się przekonać, że rozwiązanie, które stosowałam było poprawne, ale na przykład trzeba było je powtórzyć cztery razy. Ja tymczasem po pierwszym zastosowaniu, które nie przyniosło oczekiwanych rezultatów porzucałam dany pomysł i szukałam innych rozwiązań.



W omawianej tu serii nie spotkacie się z klasycznymi zadaniami stawianymi przed fanami gier przygodowych. Nie ma tu setek linii dialogowych, nie ma zadań w rodzaju „przysługa za przysługę”, nie ma łączenia ze sobą przedmiotów, nie ma łamigłówek. Są za to zadania wymagające od was precyzyjnego działania oko – ręka i doskonałego wyczucia czasu.



Precyzja to domena zwłaszcza pierwszej części. Czarna rozpacz mnie ogarniała, kiedy kolejny raz się okazywało, że prowadzony przeze mnie bohater odmawiał wykonania danej akcji, bo... ustawiłam go o pół centymetra za daleko albo za wysoko od tego jedynego, konkretnego miejsca, w którym daną akcję można było wykonać.



Do szału doprowadzała mnie jednak część druga, w której czas przeznaczony na wykonanie danej czynności trzema goblinami naraz był absurdalnie krótki. Zsynchronizowanie ich działań tak, żeby osiągnąć pożądany efekt było niekiedy nie lada wyczynem. Zwykle sprowadzało się to do kilkukrotnego lub kilkunastokrotnego podejmowania tej samej próby. Żeby zobrazować Wam lepiej poziom trudności powiem, że na pewnym etapie na doprowadzenie jednego goblina do miejsca A, wykonanie tam konkretnego działania, następnie powrót do miejsca B, przełączenie się na drugiego goblina i wykonanie bardzo precyzyjnego działania będziecie mieli... 1.5 sekundy.



Na współpracy pomiędzy goblinami będzie się opierała cała rozgrywka. W części pierwszej i czwartej będziecie mieli do dyspozycji Technika, Maga i Siłacza. W części drugiej Technika i Siłacza, zaś w części trzeciej Technika oraz postaci, które będzie spotykał na swojej drodze. Naturalnie każdy z nich dysponuje innymi umiejętnościami. Technik jest odpowiedzialny za zbieranie i używanie przedmiotów. Mag za czarowanie, a siłacz za rozbijanie i przenoszenie rozmaitych przedmiotów oraz podciąganie się na linie.





Ewolucja po goblińsku



Najbardziej postęp technologiczny i ilość czasu, który upłynął od wydania części pierwszej do ukazania się na rynku części czwartej widać naturalnie po grafice. W pierwszych trzech częściach mamy do czynienia z płaskimi rysowanymi planszami i postaciami. Część czwarta to już pełne 3D, żadnych pikseli i dbałość o szczegóły. Z tym, że i tutaj wpadek nie udało się uniknąć. Postaci swobodnie przenikają przez siebie niczym duchy. Zdarza się również niekiedy, że animacje się rozjeżdżają. Dla przykładu na jednej z plansz spotkacie sympatycznego bobasa, który radośnie podskakuje sobie na głowie gigantycznej żółwicy. Problem pojawia się, kiedy żółwica odwróci głowę. Wówczas okazuje się, że bobasowi w niczym to nie przeszkadza i dalej radośnie podskakuje sobie... zawieszony w powietrzu.



Poza tym kilka innych rzeczy nie uległo zmianie. W żadnej z części nie uświadczycie nawet najskromniejszego filmiku. Bardzo proste animacje pojawiają się tylko w części czwartej. Sygnalizowanie przejścia do kolejnego poziomu i posuwanie się rozgrywki do przodu odbywa się zawsze tak samo, za pomocą statycznego obrazka z krótką historią wyświetlanego na ekranie. O ile taki stan rzeczy jest do wytłumaczenia w przypadku pierwszych trzech części ograniczeniami technologicznymi, o tyle zupełnie nie rozumiem zastosowania takiego rozwiązania w najnowszej części. Chyba, że zamiarem twórców było utrzymanie stylistyki serii. Jeśli tak było, to jest to zabieg mocno niefortunny. Ostatnia odsłona serii, która zamiast filmiku serwuje nam kolorowy obrazek na ekranie wygląda po prostu archaicznie na tle innych, podobnych produkcji.





Łyżka miodu w beczce dziegciu



Tą łyżką będzie zdecydowanie muzyka. Oprawa muzyczna w każdej z części jest niezmiennie fantastyczna. Muzyka jest zróżnicowana, w klimacie kreskówkowo – komiksowym, odpowiadającym stylistyce i oprawie graficznej gry. Melodie zmieniają się w zależności od rodzaju planszy, na której aktualnie się znajdujemy. Szkoda tylko, że motywy muzyczne nie są odgrywane przez cały czas rozgrywki. Dźwięki tła nie są zbyt imponujące. Można by je określić jako nijakie, tudzież niezauważalne. Muzyka mogłaby więc rekompensować te braki, ale niestety po odegraniu danego motywu zapada cisza i dopiero po jakimś czasie melodie są odtwarzane ponownie.



Poruszanie się po goblińskim świecie



Interfejs, mimo że tak naprawdę bardzo prosty, początkowo sprawiał mi niejakie problemy. Całe sterowanie sprowadza się w zasadzie do operowania lewym i prawym klawiszem myszy (odpowiednio poruszanie się i wykonywanie akcji oraz dostęp do ekwipunku). W niektórych częściach możemy też wspomagać się klawiaturą, żeby szybciej przełączać się pomiędzy poszczególnymi goblinami. W pierwszej i drugiej części ekwipunek prezentuje się w postaci listy przedmiotów, które udało nam się zgromadzić. W dwóch kolejnych częściach mamy już dostęp do bardziej przygodówkowego, obrazkowego inwentarza. Nie ma naturalnie mowy o jakichkolwiek zmianach widoku, kąta kamery, etc., etc. Niekiedy gobliny mają możliwość wymieniania się zgromadzonymi przedmiotami. Kiedy indziej za zbieractwo jest odpowiedzialny wyłącznie Technik.



To, co zasługuje na naganę w części czwartej, to brak możliwości zapisania rozgrywki w dowolnym momencie. Możliwość taka była w części drugiej na przykład, więc trudno mi zrozumieć dlaczego zrezygnowano z niej w ostatniej odsłonie serii. Takie rozwiązanie skutkuje tym, że jeśli na którymś etapie wykona się jakieś zadanie niepoprawnie, to trzeba przechodzić cały (niejednokrotnie dosyć długi) etap od początku. Bardzo denerwujące rozwiązanie. Dodatkowo każdemu etapowi został przypisany kod, który umożliwia natychmiastowy dostęp do tej konkretnej planszy. W części czwartej zostało również przewidziane utworzenie własnego profilu i po jego wyborze automatyczne wznawianie rozgrywki od miejsca, w którym została ona zakończona. Naturalnie oznacza to wznowienie od ostatnio zdobytego etapu, a nie od momentu wykonania w nim ostatniej czynności.





Porozumiewanie się po goblińsku



W drugiej części serii zastosowano również rozwiązanie, z którego nie wiedzieć czemu zrezygnowano w częściach następnych. Otóż bohaterowie porozumiewali się tam po angielsku, czemu towarzyszyło bardzo dobre kinowe spolszczenie. Natomiast w części pierwszej oraz trzeciej i czwartej, zamiast jakiegoś cywilizowanego języka usłyszymy tylko bardziej lub mniej nieartykułowane dźwięki, jęki i inne postękiwania. W tej sytuacji trudno mi ocenić poziom lokalizacji, skoro nie mam oryginalnego tekstu jako punktu odniesienia. W każdym razie tekst, który przychodzi nam czytać na ekranie nie razi żadnymi poważniejszymi błędami składniowymi czy stylistycznymi.



Ni to pies, ni wydra



Ano właśnie. Czas na podsumowanie. Seria „Gobliiins...” należy do tych gier, które sprawiły mi mnóstwo problemów przy wystawianiu końcowej oceny. Przede wszystkim należy sobie jasno powiedzieć, że recenzowana tu gra nie ma nic wspólnego z klasyczną przygodówką. Wprawdzie napis na pudełku głosi, że mamy do czynienia z „logiczną przygodówką”, aczkolwiek bardziej adekwatne byłoby określenie tej gry jako „logiczna platformówka z elementami gry przygodowej”. Przy czym tych elementów jest tu naprawdę niewiele. Mamy zadania zręcznościowe, mamy zadania na czas, w pierwszej części możemy nawet zginąć. Nie mamy za to fabuły, nie mamy wybierania linii dialogowych, nie ma łączenia ze sobą przedmiotów ani typowo przygodówkowych zadań. Poza tym nie da się ukryć, że kolejne części są po prostu wtórne w stosunku do części pierwszej i po jakimś czasie rozgrywka zaczyna nużyć.



Dla kogo więc jest to gra? Na pewno bardziej dla fanów gier logicznych niż przygodowych. Na pewno również fani serii chętnie sięgną po część czwartą i z łezką w oku przypomną sobie części poprzednie. Jeśli jednak, drogi graczu, jesteś zwolennikiem klasycznych gier przygodowych typu point’n’click to zwyczajnie nie jest to tytuł dla Ciebie.



Na koniec chciałabym wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach. Seria aż iskrzy humorem i obok muzyki jest to kolejny zdecydowany plus. Polecam dłuższą pogawędkę z królikiem ukrytym w zębie sałatowego potwora. Można się od niego dowiedzieć naprawdę ciekawych rzeczy np. takich, że jest fanem death metalu i słucha go po nocach, co przyprawia potwora o nieustanny ból głowy. ;)



Na plus zaliczam również bardzo ładne wydanie w ramach „Platynowej Kolekcji” oraz dołączenie do części czwartej trzech poprzednich części, które uruchamiają się bez płyty. Do wszystkich gier został również dołączony obszerny poradnik, który... woła o pomstę do nieba! W poradniku aż roi się od błędów. Wiele niezbędnych do wykonania czynności na poszczególnych etapach jest w ogóle pomijanych, inne przypisywane są nie temu goblinowi co trzeba. Poziomy oznaczone są błędnymi kodami. Brak informacji, jak zdobyć złote zęby potrzebne do uzyskania dostępu do poziomu specjalnego. Płacz i zgrzytanie zębów. Aż wstyd, że taka firma jak CD Projekt pozwoliła sobie na wypuszczenie takiego bubla.



Stąd też moja ocena końcowa jest taka, a nie inna. Zaznaczam jednak, że fani gier logicznych mogą sobie spokojnie dodać jedno oczko, a fani serii nawet dwa ;)



Dodam jeszcze, że jeśli przy uruchamianiu czwartej części gry pojawi Wam się komunikat dotyczący karty graficznej i gra się wyłączy, warto w ustawieniach polecić uruchamianie programu w oknie Windows. Można je rozciągnąć na cały ekran i pozwoli to obejść problem posiadaczom słabszego sprzętu.













5 PLUSY:

humor
+ muzyka
+ dołączenie trzech poprzednich części
MINUSY:

poziom trudności
- wtórność
- tragiczny poradnik
- brak możliwości zapisania gry w dowolnym momencie w IV części
- brak filmików i animacji


autorka: Evillady