The Blackwell Legacy - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 13.04.2013 01:48

Duchy nie muszą narzekać na brak popularności. Zawsze było ich pełno zarówno w świecie filmu, jak i literatury oraz gier video. Jednych pociągają opowieści o złowrogich upiorach, podczas gdy inni preferują komediowe lub romantyczne historie o tematyce nadnaturalnej. Nie mniejszym wzięciem cieszą się także wszelkiej maści kryminały. Doprawienie paranormalnych wątków detektywistyczną nutą jawi się zatem jako świetny sposób na zdobycie licznego grona wielbicieli. Z powyższego przepisu na sukces skorzystała firma Wadjet Eye Games, częstując nas cyklem Blackwell. Seria ta spotkała się z na tyle dużym przyjęciem, że nie zakończyła swojego żywota na jednej czy góra dwóch odsłonach. I bardzo dobrze, bo jej pierwsza część pt. The Blackwell Legacy to całkiem smakowita pozycja.



Przygodówka przedstawia graczom postać Rosangeli Blackwell, która zajmuje się recenzowaniem książek dla lokalnej gazety. Młoda kobieta chciałaby też napisać własną powieść, lecz póki co nie zdołała zrealizować swego marzenia. Fabuła produkcji rozpoczyna się w momencie, gdy Rosa rozsypuje na moście prochy ciotki. Nieboszczka była najbliższą osobą w życiu dziewczyny, choć prawdę mówiąc, nasza protagonistka nie miała ze zmarłą zbytniego kontaktu. Tego samego dnia, panna Blackwell otrzymuje telefon od szefa, który przydziela jej nowe zlecenie. Mężczyzna wysyła Rosę na teren akademika w celu przygotowania artykułu na temat samobójstwa studentki o imieniu JoAnn. Perspektywa wypytywania obcych ludzi nie napawa zamkniętej w sobie kobiety szczególnym entuzjazmem, ale z pryncypałem się nie dyskutuje. No cóż, przynajmniej nadarza się okazja do poszerzenia zawodowego doświadczenia. Nasza heroina nie przypuszcza jednak, co jeszcze ją czeka. Otóż dotychczasowa egzystencja Rosangeli zostaje zburzona przez niejakiego Joeya Mallone’a, który jest... duchem. Nietuzinkowy jegomość oświadcza, iż towarzyszył wcześniej babce oraz ciotce dziewczyny. Rosa odziedziczyła zaś po nieżyjących krewnych zdolności mediumiczne, które wykorzysta do pomagania niespokojnym duszom w przejściu na drugą stronę.





Zagadki paranormalne



Pod względem scenariusza, The Blackwell Legacy jest czymś pomiędzy samodzielną produkcją a typowym dla gier epizodem. Przede wszystkim przygodówka broni się jako zamknięta całość i nie uświadczymy w niej urwanej historii. Tym bardziej nie cierpi więc na tzw. syndrom pierwszego odcinka, stanowiącego zaledwie prolog do dłuższej opowieści. Owszem, debiut serii zawiera swego rodzaju wprowadzenie. Zapoznaje nas z głównymi bohaterami, a Joey dopiero wtajemnicza Rosangelę w arkana mediumicznej profesji. Prócz wstępu, pozycja od Wadjet Eye Games posiada odpowiednie rozwinięcie i zakończenie. Panna Blackwell zaczyna wraz z Joeyem głębiej drążyć sprawę śmierci na uniwersytecie, gdyż nie tylko JoAnn targnęła się na własne życie. W śledztwie nieodzowne okażą się talenty niecodziennej pary. W kolejnych częściach protagoniści zmierzą się z innymi zagadkami, przez co struktura całego cyklu przypomina wiele seriali kryminalnych (np. CSI) oraz fantastycznych (Supernatural czy Stargate SG-1). W konsekwencji, The Blackwell Legacy nie wzbudza uczucia niedosytu. Ów stan rzeczy wcale nie świadczy o tym, że po zaliczeniu pierwszej odsłony będziemy mieli dość. Umiejętnie poprowadzona fabuła wywołuje apetyt na dalsze odcinki.



Największe brawa należą się za kreację postaci. Podczas gry nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż obserwuję ludzi z krwi i kości zamiast zbitek pikseli. Rosa to nieśmiała niewiasta, mająca problemy z relacjami towarzyskimi. Buduje wokół siebie mur lekkiej oziębłości, ale naprawdę da się ją lubić, podobnie jak jej kompana. Pan Mallone wnosi sporą dawkę humoru, nie szczędząc sarkastycznych i zarazem zabawnych uwag pod adresem panny Blackwell, która zresztą nierzadko odpłaca mu pięknym za nadobne. Joey umie również spożytkować swój stan do spłatania psikusa. Nie potrafi oprzeć się pokusie nastraszenia pewnego psa, co pozwala twórcom zażartować ze stereotypowego wizerunku ducha. Ponadto dobrze zarysowano bohaterów drugiego planu, dzięki czemu nie zapomnimy o nich zaraz po ukończeniu produkcji. Najbardziej w pamięć zapadają według mnie dwie kobiety o kompletnie odmiennych osobowościach. Jedną z owych pań jest obkolczykowana studentka Kelly, która przybiera pozę twardej babki, natomiast druga to pełna ciepła i otwartości Nishanthi, sąsiadka Rosy.





Z myszką na duchy



Jak przystało na klasycznego point and clicka, The Blackwell Legacy cechuje się prostotą obsługi i wymaga posiadania działającej myszki. Lewy przycisk gryzonia odpowiada za interakcję z aktywnymi punktami na planszy, czyli za przemieszczanie postaci, kolekcjonowanie przedmiotów, tudzież konwersacje. Z kolei prawy służy do obejrzenia danego obiektu lub osoby. Przeważnie oznacza to usłyszenie komentarza Rosy, lecz w przypadku dokumentów tekstowych bądź graficznych dostaniemy szansę przyjrzenia im się z bliska. Zawartość ekwipunku ukaże się po najechaniu kursorem na górną część ekranu, gdzie znajdziemy też notes głównej bohaterki oraz wyjście do menu. Przyznam, że zaskoczył mnie brak możliwości przesuwania zgromadzonych rekwizytów poza obszar schowka. Wolno jedynie przeciągać je wewnątrz inwentarza i tam ewentualnie łączyć ze sobą. W jaki sposób odbywa się zatem używanie zawartości ekwipunku na terenie poszczególnych lokacji? W takich sytuacjach, wskazujemy pożądaną akcję w oknie dialogowym albo zwyczajnie czekamy, aż Rosangela samodzielnie wykona stosowną czynność po kliknięciu na hotspot.



Gadu gadu



Mimo że gra nie należy do długich i jej przejście zajęło mi 3 godziny z minutami, nie będę uskarżać się na krótki czas zabawy z racji epizodycznej formuły cyklu. Liczyłam jednak na nieco bardziej wymagającą i zróżnicowaną rozgrywkę, aczkolwiek nie narzekałam na nudę. Zagłębiając się w losy panny Blackwell oraz pana Mallone, nie utkniemy w martwym punkcie bez pojęcia, co trzeba zrobić. Gameplay opiera się głównie na przeprowadzaniu licznych rozmów z niewielkim udziałem inwentarzówek. Osobiście trochę żałuję, że nie postarano się o zwiększenie ilości zadań związanych z operowaniem przedmiotami. Na osłodę, pokuszono się o drobne urozmaicenia w obrębie dialogów. Chociaż kierujemy poczynaniami Rosy, w kilku konwersacjach pałeczkę przejmie towarzysz dziewczyny. Kiedy indziej przyjdzie nam sięgnąć po pewien talent Joeya w sprytnie zainicjowanej rozmowie. Poza tym, niekiedy staniemy przed wyborem kwestii, który teoretycznie powinien wpłynąć na dalszy przebieg dyskusji. Niestety, ów aspekt nie został zbytnio rozwinięty. Prawie zawsze otrzymamy identyczną odpowiedź od naszego interlokutora, bez względu na to, czy przykładowo zdecydujemy się na stanowczy lub czarujący ton wypowiedzi.





Najjaśniejszym atutem rozgrywki jest notatnik Rosy, do którego dostęp otrzymamy z chwilą oddelegowania kobiety na uniwersytet. Trafiają tam wszelkie tropy, jakie zdobędziemy w toku śledztwa. Hasła te niejednokrotnie spełnią rolę dodatkowej listy dialogowej i przydadzą się do przesłuchiwania napotkanych osób. Po owe zapiski sięgniemy ponadto przy surfowaniu po sieci. Tak jak wspominałam wcześniej, do notesu dostaniemy się również z poziomu inwentarza, gdzie możemy zajrzeć w dowolnym momencie zabawy. Wówczas objawi się kolejna funkcja zeszytu, która polega na łączeniu poszlak w celu odkrycia powiązań między nimi. Aby tego dokonać, należy kliknąć na jedno, a potem na drugie hasło. Jeżeli wskażemy poprawną kombinację, panna Blackwell wyciągnie właściwe wnioski, co poskutkuje uzyskaniem nowej poszlaki i przybliżeniem się do rozwiązania tajemnicy studenckich samobójstw.



Żywy świat pikseli



Przy tworzeniu oprawy wizualnej zastosowano darmowy silnik AGS, na bazie którego powstało wiele niezależnych przygodówek. Utrzymana w stylu pixel art grafika funduje odbiorcom powrót do wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. W związku z tym, The Blackwell Legacy niewątpliwie zwabi osoby z sentymentem do czasów, kiedy to tryumfy święciły pozycje od takich firm jak LucasArts czy Sierra. Pomimo niskiej rozdzielczości, wizualna strona produkcji studia Wadjet Eye Games ma swój urok i tętni życiem za sprawą dość bogatej kolorystyki, a także szczegółowego przedstawienia odwiedzanych lokacji. Park przykuwa wzrok zielenią drzew, podczas gdy mieszkania Rosy oraz Nishanthi kojarzą się z przytulnymi gniazdkami. Szpitalne i akademickie korytarze wypadają surowiej, lecz w realnym świecie takie miejsca zazwyczaj nie odznaczają się kunsztownym wystrojem. Oprócz tego, uwagę zwracają bardzo ładne portrety postaci, wyświetlane w trakcie rozmów. Co się tyczy samych dialogów, konwersacje występują tutaj w formie tekstowej oraz głosowej. Angielski dubbing stoi zaś na wysokim poziomie, w czym wtóruje mu różnorodna i wpadająca w ucho muzyka.





The Blackwell Legacy to idealna produkcja dla graczy zainteresowanych klasycznym point and clickiem, przy którym spędziliby odprężający wieczór bez przesadnego łamania głowy. Grafika z pewnością nie zawiedzie miłośników przygodówek retro, a dobrze nakreślone postaci spełnią oczekiwania osób z alergią na nijakich bohaterów. Wprawdzie debiut Rosy i Joeya nie zalicza się do największych dzieł gatunku, ale udanie otwiera serię, dostarczając wciągającej rozrywki. Niewykluczone również, że po jednokrotnym ukończeniu ponownie uruchomicie pierwszą część cyklu. Pretekstem do takiego posunięcia jest bowiem możliwość przejścia gry przy włączonym komentarzu dewelopera, dzięki któremu poznamy sporo ciekawostek odnośnie kulisów tworzenia tej przygodówki.











7 PLUSY:

ciekawa fabuła, która broni się jako zamknięta historia + wyraziste postaci, w tym wzbudzający sympatię główni bohaterowie + notatnik Rosy + ładny pixel art + angielski dubbing + muzyka + bonus w postaci komentarza dewelopera
MINUSY:

trochę za łatwa - rozgrywka mogła być nieco bardziej zróżnicowana - słabe wykorzystanie ekwipunku


Autorka: crouschynca