Scooby-Doo i Miasto Duchów - recenzja
Dodane przez Evillady dnia 30.06.2012 20:25

Gdzieś na Dzikim Zachodzie



Zgodnie z kanonem klasycznym już dla znanej kreskówki Hanna-Barbera cała historia zaczyna się niewinnie. Fred, Daphne, Velma, Kudłaty i oczywiście Scooby-Doo podróżują swoją Tajemniczą Maszyną przez bezdroża Dzikiego Zachodu. Zbliża się noc, Kudłatemu i Scoobiemu jak zwykle burczy w brzuchach więc przyjaciele postanawiają zrobić postój w miasteczku o obiecującej nazwie Los Burritos. Szybko jednak okazuje się, że na miejscu zamiast smacznego posiłku i ciepłego łóżka czeka na nich kolejna zagadka detektywistyczna do rozwiązania z tajemniczym widmowym Jeźdźcem bez Twarzy w roli głównej.





Zabawa w detektywa



W tych kilku zdaniach wyżej udało mi się streścić w zasadzie zarówno intro jak główne założenia fabularne. Przed graczem zostaje postawione zadanie wyśledzenia i odkrycia tożsamości tajemniczego widmowego jeźdźca, który terroryzuje mieszkańców miasteczka. A tych jest naprawdę niewielu. Na naszej drodze spotkamy szefa wyprawy archeologicznej, jego dwóch współpracowników, wędrowca, szeryfa i to tyle. Oczywiście pojawia się również postać tajemniczego jeźdźca, ale tylko w krótkich przerywnikach i w zasadzie poza jedną sekwencją QTE nie można z nim wejść w interakcję. Dodatkowo rodzaj i ilość osób, które spotkamy na swojej drodze zależy od wybranego przez nas poziomu trudności, a te są trzy: straszny, straszliwy i potworny. Młodsze dzieci mogą więc zacząć od tego pierwszego. Wówczas w czasie rozgrywki podpowiedzi będzie im udzielał Scrapy-Doo, poszlak będzie niewiele i raczej dosyć jednoznacznie będą wskazywały na winowajcę. Na poziomie potwornym natomiast podpowiedzi Scrapiego nie są dostępne, a poszlak i podejrzanych będzie więcej. Takie rozwiązanie wprowadza element losowości do rozgrywki tym samym ją przedłużając i sprawiając, że kolejne ukończenie gry, tym razem na wyższym poziomie trudności, ma sens.





Starość nie radość



Pamiętać jednak należy, że jest to gra kierowana do dzieci, zatem starszy i bardziej zaprawiony w bojach gracz nie będzie miał absolutnie żadnych problemów, z którymkolwiek z postawionych przed nim zadań, a ukończenie całości rozgrywki nie powinno mu zająć więcej niż... 30 minut. Nasi bohaterowie po wejściu do danej lokacji zajmują w niej centralne miejsce i absolutnie nie da się ich ruszyć z miejsca w sposób inny niż nakazując im opuszczenie tej lokacji. Z irytującą częstotliwością i powtarzalnością co chwilę przypominają graczowi, co ma zrobić czy jest na właściwym tropie, gdzie powinien się udać, etc. Zadania stawiane przed graczem składają się w przeważającej mierze z klasycznego odnajdywania i używania przedmiotów, raz na jakiś czas uzupełnionego koniecznością wykonania zadania zręcznościowego. Grze nie można jednak odmówić walorów edukacyjnych takich jak choćby zaznajomienie dzieci z zasadami odczytywania godziny na zegarze czy ćwiczenia koordynacji oko-ręka.





Zróbmy grę na licencji i nie martwmy się o resztę



Niewątpliwą zaletą tego tytułu jest fakt, że główni bohaterowie wyglądają dokładnie tak jak w telewizyjnej wersji kreskówki, a do tego mówią głosami aktorów znanymi z jej polskiej wersji. To na pewno sprawi dzieciakom wiele radości. Również muzyka i dźwięki tła nie odbiegają od standardu znanego z filmu rysunkowego. Grając starałam się też pamiętać, że ta produkcja ma już bagatela prawie 10 lat, ale nie zmienia to faktu, że graficznie jest tak brzydka i rozpikselowana (uwierzcie mi, że screeny naprawdę nie oddają pełni tego dramatu), że w pierwszej chwili dosłownie odrzuciło mnie od monitora. O ile postaci głównych bohaterów i animowane przerywniki wyglądają powiedzmy, że przyzwoicie, to tła są naprawdę paskudne. Rozumiem charakterystyczną kreskę, rozumiem, że gra ma już swoje lata, ale prawda jest taka, że nawet w momencie wydawania raczej nie powalała grafiką i naprawdę bardzo brzydko się zestarzała.





Skomplikowana prostota



Mechanika rozgrywki jest tak prosta, że paradoksalnie może to niekiedy sprawiać problemy. Zakładam, że dzieciaki nieobyte aż tak z grami komputerowymi, niemal intuicyjnie wyczują obsługę gry i nie będą miały z nią żadnych problemów, ale starszaki (co ze wstydem przyznaję) mogą się niekiedy pogubić. Ja na przykład desperacko starałam się uruchomić podpowiedzi Scrapiego zanim zorientowałam się, że na straszliwym poziomie trudności zwyczajnie nie jest to możliwe. Przyzwyczajona też do nieco bardziej skomplikowanych i rozbudowanych interfaceów początkowo miałam problemy ze sterowaniem zanim po 2-3 minutach dotarło do mnie, że tu naprawdę nie ma żadnej filozofii, a wszystkie czynności wykonuje się klikając jednym klawiszem myszy.



Fajnym urozmaiceniem chroniącym przed monotonnym klikaniem są zadania zręcznościowe, a tych jest kilka. Od rzucania ciastem w Jeźdźca bez Twarzy począwszy po jazdę wagonikiem po krętych torach, kiedy musimy wskazywać właściwą drogę. Wykonując je nie można też w zasadzie odnieść porażki (co łatwo mogłoby zniechęcić co bardziej niecierpliwe dzieci), a sukces mierzony jest ilością zdobytych Scoobie Chrupków. Tych ostatnich zaś potrzebujemy niekiedy, aby zmusić Scoobiego i Kudłatego, to odwiedzenia pomieszczenia, do którego boją się wejść.





Scooby-Dooby-Doooooo!



Wbrew pozorom jest mi niezwykle trudno ocenić tę produkcję. Z jednej strony miałam trochę frajdy, bo swego czasu oglądałam przygody Scoobiego z wypiekami na twarzy. Zdaję sobie również sprawę z tego, że jest to gra przewidziana dla dzieci, a zatem trudno mi robić zarzut z niskiego poziomu trudności zadań stawianych przed graczem. Doceniam też brak przemocy i walory edukacyjne tej produkcji jak również fakt, że dzieciaki dostają szansę pokierowania poczynaniami bohaterów, którzy wyglądają i mówią jak telewizyjne pierwowzory. Z drugiej strony jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to kolejna gra, którą zrobiono na szybko, po łebkach, niechlujnie i w zasadzie po to, żeby wyciągnąć kasę od rodziców, których dzieciaki przepadają za tchórzliwym psem. W tej chwili jednak ta gra dołączana jest za darmo do rozmaitych wydawnictw growych, choć nie tylko, tudzież do opakowań z płatkami śniadaniowymi. Każdy ma zatem szansę samodzielnie i w zasadzie bez uszczerbku dla domowego budżetu sprawdzić czy warto poświęcić Scoobiemu i jego przyjaciołom parę chwil.











5 PLUSY:

gra na licencji
+ znani i lubiani bohaterowie
+ walory edukacyjne
+ brak przemocy
+ zadania QTE urozmaicające rozgrywkę
MINUSY:

paskudna grafika
- za krótka

Autorka: Evillady