Gemini Rue - recenzja
Dodane przez Toddziak dnia 26.12.2011 00:21

Uwielbiam kryminały w stylu noir. Za każdy nowy, interesujący tytuł dałabym uciąć sobie rękę. No, może nie aż tak drastycznie, ale nie wiem jak można przejść obojętnie obok wiecznie ponurego nieba, cynicznego bohatera po przejściach i oczywiście przesiąkniętego niegodziwością świata. Nie da się. A co by było, gdyby dokonać mariażu tego gatunku z cyberpunkiem, czyli światem przyszłości, złymi organizacjami/korporacjami oraz podejrzanymi eksperymentami naukowymi? Tak, Blade Runner. W tym momencie jednak uwaga wszystkich powinna skupić się na Gemini Rue - w moim prywatnym rankingu najlepszej przygodówce tego roku!



Wszystko, jak zwykle, zaczyna się niepozornie. Ex-zabójca Azriel Odin przybywa na planetę Barracus, aby odnaleźć swojego starego przyjaciela, licząc, że ten pomoże mu w poszukiwaniach zaginionego brata. Nie będzie to jednak takie proste, ponieważ całym miejscem rządzi organizacja przestępcza Boryokudan, a po ulicach snują się stada wyniszczonych narkomanów. Losy Azriela przeplatają się z poczynaniami drugiego grywalnego bohatera, czyli tajemniczego Delty-6. Chłopak jest zamknięty w ośrodku resocjalizacyjnym, gdzie niepokornym rezydentom kasuje się pamięć. Delta-6 sam niedawno został poddany tej operacji i nie pamięta nic z przeszłości, ale i tak robi wszystko, by się stamtąd wydostać.



Nie będę owijać w bawełnę - fabuła jest rewelacyjna! Dobrze skonstruowana, wciągająca, a do tego z takim zwrotem akcji pod koniec, że większość gier może się schować do szafy i nie wychodzić. Dawno nie widziałam w przygodówce podobnie poważnej i dającej do myślenia historii. Do tego klimat po prostu wbija w podłogę. Dwóch bohaterów, którymi kierujemy na zmianę, dwie historie, dwa światy. Z jednej strony mamy posępne, rozkładające się miasto skąpane w wiecznym deszczu, a z drugiej sterylne i bezosobowe wnętrza ośrodka (coś jak Aperture Science, ale bardziej złowieszcze). Nieczęsto to mówię, ale naprawdę mam nadzieję, że ktoś z Hollywood zainteresuje się tą produkcją i przemieni ją w film na miarę Łowcy Androidów. Gemini Rue ma potencjał, by stać się kultową pozycją nie tylko dla graczy.





Nie samą historią żyje gracz



Nie znaczy to jednak, że w kwestii gameplayowej gra cierpi na jakieś braki. Nic bardziej mylnego. Fani starych przygodówek poczują się tu jak w domu. Lewym przyciskiem myszy wskazujemy miejsce, do którego bohater ma się udać, natomiast klik prawym na przedmiocie interakcji otwiera nam dwu funkcyjne menu. Po pierwsze, zawiera ono cztery ikony określające czynności, jakie możemy wykonać. Są to: oko (przyglądanie się obiektowi), ręka (podniesienie/interakcja), usta (rozmowa), noga (zdziwicie się jak wiele problemów rozwiązuje solidny kopniak). Po drugie, w menu znajduje się również pasek ekwipunku, gdzie możemy użyć lub obejrzeć zgromadzone przedmioty. Obsługa tego wszystkiego wymaga przyzwyczajenia, ale po jakimś czasie staje się całkiem wygodna. Nie można jednak zapomnieć o bardzo przydatnym gadżecie, jakim jest PDA będący w posiadaniu Azriela. Przechowuje on zgromadzone notatki, informacje o postaciach oraz pozwala dzwonić do wybranych bohaterów, których numery poznamy. Warto to robić, gdyż czasem potrafią podsunąć nam jakąś cenną wskazówkę.



Zagadki stoją na wysokim poziomie. Znajdziemy tu kilka zadań logicznych, ale większość wyzwań intelektualnych opiera się na odpowiednim używaniu przedmiotów. Nie są to ani zagadki przesadnie łatwe, ani też nie przekombinowane. Takie akurat, by nieco wysilić nasze szare komórki, ale nie przegrzać sobie obwodów. Napotkamy tu również czasówki, przy których możemy pożegnać się z życiem. Z zasady ich nie lubię, ale tutaj jestem w stanie przymknąć na nie oko. Nie jest ich aż tak dużo, by odstraszyły gracza od kontynuowania przygody. Co więcej, gra zawsze zapisuje się automatycznie przed bardziej wymagającymi scenami. Jeśli więc widzisz autozapis, to wiedz, że coś się dzieje.





Elementem wyróżniającym Gemini Rue na tle innych przygodówek są etapy, w których strzelamy do przeciwników. Nasz bohater chowa się za przeszkodą, tak jak i oponent, po czym zaczyna się wymiana ognia. Wychylamy się zza zasłony, aktywujemy (jeśli chcemy) tzw. „pasek ładowania headshota”, strzelamy. Jeśli nie zabijemy wroga, chowamy się z powrotem, aby nie oberwać kulki. Zdaję sobie sprawę, że tego typu elementy zręcznościowe mogą nie przypaść do gustu wielu przygodówkożercom, ale szczerze mówiąc, mi nie przeszkadzały. Takich pojedynków nie uświadczymy przesadnie wiele, ale jeśli ktoś ma z nimi problem, to wystarczy zmiana poziomu trudności na łatwy. Gra bez tych fragmentów strzelanych wciąż byłaby świetna, ale stanowią one pewną odskocznię od myślenia i podnoszą adrenalinę. Można przy nich zginąć, ale jak to mówią - nie ma ryzyka, nie ma zabawy.



Powrót do przeszłości



A co z grafiką? Sądząc po screenach, można by pomyśleć, że gra powstała we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, a nie w tym roku. Taka stylizacja dla Gemini Rue to strzał w dziesiątkę. Żadne shadery-bajery nie potrafiłyby stworzyć tak ponurej i sugestywnej atmosfery, jak zrobiła to pikselowana grafika wyjęta żywcem ze starych produktów LucasArts. Totalny oldschool z duszą, który dla starszych graczy będzie prawdziwą podróżą sentymentalną do czasów chociażby Beneath a Steel Sky. Osobiście jestem zachwycona oprawą graficzną i mam do niej tylko jedno zastrzeżenie - brak możliwości zmiany rozdzielczości. Na większych monitorach obraz zostaje brzydko rozciągnięty, gdyż gra operuje jedynie w rozdzielczości 320x200. Dlatego, aby w pełni docenić kunszt twórców, najlepiej grać w trybie okienkowym.





Muzyka nie pojawia się zbyt często – przez większość czasu akompaniują nam odgłosy otoczenia, jak na przykład siąpiący deszcz czy wycie radiowozów – ale kiedy już się pojawi, to nie można jej nic zarzucić. Dobrze podkreśla atmosferę i wpada w ucho. Nieco gorzej wypadają aktorzy dubbingowi. Należy docenić, że wszystkie postacie obdarzono głosem, ale niektóre wypadają dość sztucznie. Najgorszy jest chyba Azriel. Brzmi jakby permanentnie miał ochotę przylać komuś w mordę. Rozumiem, że taki charakter, ale nawet samce alfa powinny czasem trochę odpuścić, by nie popaść w groteskę. Polskie tłumaczenie jest za to bardzo dobre. Nie napotkałam żadnych rażących błędów, a dialogi trzymają poziom. Świetna robota!



Grę udało mi się przejść w jakieś pięć godzin. Niektórzy będą narzekać, że to za mało, ale myślę, że w tym wypadku to w sam raz. Lepiej żeby było spójnie i krótko, niż niepotrzebnie rozciągać rozgrywkę. A jak dla mnie Gemini Rue to nie tylko jedna z najlepszych przygodówek tego roku, ale i gier w ogóle. Całkowicie wciąga w ten ponury i pozbawiony nadziei świat. Jeżeli tylko lubicie takie klimaty, na pewno będziecie się świetnie bawić. Zdecydowanie warto, chociażby dla samej fabuły. Zwłaszcza, że gra jest u nas dostępna w bardzo atrakcyjnej cenie. Żal nie mieć na półce.











9 PLUSY:

Genialna fabuła z wieloma zwrotami akcji + Dwóch równorzędnych, grywalnych bohaterów + Ponury, wiarygodny świat przyszłości + Klimatyczna grafika + Świetna oprawa audio
MINUSY:

Brak możliwości zmiany rozdzielczości - Średni voice-acting

autorka: Toddziak