Sherlock Holmes: Przebudzenie - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 18.07.2011 18:59

Chyba trudno znaleźć osobę, która nie słyszałaby o Sherlocku Holmesie. Co więcej, zapewne niejedno z nas wychowało się na przygodach brytyjskiego detektywa, powołanego do życia przez pióro sir Arthura Conan Doyle’a. Sama doskonale pamiętam moment, kiedy jako małe dziecko sięgnęłam po mój pierwszy kryminał. Był to zbiór opowiadań pt. „Przygody Sherlocka Holmesa”. Owa lektura pociągnęła za sobą kolejne spotkania z prozą Doyle’a. A skoro swój wolny czas poświęcam również na gry komputerowe, prędzej czy później musiałam natknąć się na wirtualne wcielenia najsłynniejszego detektywa świata. Jedną z takich produkcji jest właśnie Sherlock Holmes: Przebudzenie.



Ze względu na swój fach, Sherlock nadaje się w sam raz na bohatera gier przygodowych. Dlatego też nie brakuje w tym gatunku pozycji, które bazują na literaturze Doyle’a. Postać Holmesa w świecie wirtualnej rozrywki XXI wieku kojarzy nam się przede wszystkim z twórczością ukraińskiego studia Frogwares. W 2002 roku firma ta wydała grę Sherlock Holmes: Tajemnica Mumii, natomiast dwa lata później ukazał się Sherlock Holmes i Tajemnica Srebrnego Kolczyka. Chociaż obie produkcje nie należały do najwybitniejszych pozycji w gatunku przygodówek, spotkały się z na tyle ciepłym przyjęciem, że twórcom opłacało się wypuścić na rynek trzecią (nie ostatnią zresztą) produkcję z tego cyklu, o podtytule Przebudzenie.



Doyle kontra Lovecraft



Gra rozpoczyna się zagadkowym i niepokojącym intrem, podczas którego widzimy wijącego się w łóżku doktora Watsona. Mężczyznę nękają dziwne koszmary. Ich znaczenie oczywiście wyjaśni się z czasem, ale zanim do tego dojdzie, zostaniemy przeniesieni do właściwego wstępu. Twórcy wracają wtedy do stylu charakterystycznego dla opowieści o słynnym detektywie. Nasz bohater odczuwa znudzenie i czeka na kolejną sprawę do rozwiązania. Wkrótce potem przestanie narzekać na brak zajęć, gdyż na horyzoncie pojawi się wreszcie upragnione wyzwanie. Otóż zaginął służący niejakiego kapitana Stenwicka. W miarę postępów w śledztwie, Holmes odkryje, iż zniknęły także inne osoby. A żeby było jeszcze ciekawiej, w sprawę zamieszana jest niebezpieczna grupa, czcząca potworne bóstwo o imieniu Cthulhu. W taki oto sposób Sherlock, mistrz intelektu, który potrafi wszystko logicznie wyjaśnić, zetknie się z zagadką o nie do końca kryminalnym podłożu.





Ludzie z Frogwares posunęli się zatem o krok dalej niż w poprzednich odsłonach przygód Holmesa. Tym razem sięgnęli też po prozę innego autora, a mianowicie Howarda Phillippsa Lovecrafta. Pisarz ten określany jest mianem mistrza literatury grozy i ma na swoim koncie stworzenie tzw. mitologii Cthulhu. W Przebudzeniu wykorzystano spopularyzowany przez niego motywy wplatając do intrygi wątek tajemniczego kultu. Trzeba przyznać, że racjonalizm słynnego detektywa w zderzeniu z dziwacznymi wierzeniami wypada całkiem wiarygodnie. Dzięki temu fabuła stanowi jeden z najmocniejszych punktów tej przygodówki. Nie zawodzi również klimat, zwłaszcza jeśli chodzi o momenty przyprawiające o ciarki na plecach. Jednak mimo obecności motywów rodem z horroru, przez cały czas wiemy, że mamy do czynienia z grą o Sherlocku. Zaprezentowana w Przebudzeniu historia to głównie detektywistyczna opowieść. Ba! Twórcy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, iż po ich produkcję sięgnie wielu miłośników powieści kryminalnych i kilka razy dyskretnie puszczają do nich oko.



First Person Adventure



Akcja Przebudzenia rozgrywa się w pełni trójwymiarowym środowisku, a przemierzany przez nas świat obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. Większość wydarzeń śledzimy oczami Sherlocka Holmesa, lecz niekiedy wcielimy się również w jego wiernego towarzysza – doktora Watsona. Sterowanie jest wygodne i dostosowane do różnych potrzeb. Grę możemy bowiem obsługiwać wyłącznie przy użyciu myszki albo zarówno za pomocą gryzonia, jak i klawiatury, na modłę tytułów, które w większym stopniu testują naszą zręczność niż przygodówki. Mnie przypadła do gustu ta druga opcja. Przy przemieszczaniu postaci posługiwałam się zatem klawiszami W, S, A, D, a przyciski myszy wykorzystywałam do interakcji z elementami otoczenia.




Interfejs charakteryzuje się dużą przystępnością. Kiedy w trakcie badania terenu natrafimy na aktywny punkt, na ekranie pojawia się kursor symbolizujący możliwą do wykonania czynność. W pewnym momencie ujrzymy nawet celowniczek. Jak słusznie podejrzewacie, należy wówczas pociągnąć za spust, ale nie ma to nic wspólnego ze strzelaniną prawdziwego zdarzenia. Ponadto warta odnotowania jest obecność funkcjonalnego dziennika. Zaglądając do niego, zyskujemy dostęp do ekwipunku, zapisu rozmów, dokumentów, raportów Holmesa oraz mapy, która pozwala automatycznie przejść do wybranej lokacji. Co do przeprowadzanych konwersacji, w przeciwieństwie do większości przygodówek, nie uświadczymy tu ani haseł lub ikon odnoszących się do konkretnych tematów, ani gotowych kwestii dialogowych. Rozmowy w Przebudzeniu działają na zasadzie cut-scenek, przez co gracz zostaje sprowadzony do roli biernego obserwatora. Dobrze, że twórcy pokusili się chociaż o najazd kamery pod różnymi kątami na poszczególne postacie. Dzięki temu dialogi nabierają nieco filmowego charakteru.



Na czym polega praca detektywa?



Przebudzenie stoi na średnim poziomie trudności. Ukończenie gry z pewnością zajmie więcej niż jeden wieczór i powinno zamknąć się w czasie około 13 godzin. Rozgrywka opiera się przede wszystkim na rozmowach, logicznych zagadkach oraz uważnej eksploracji terenu w poszukiwaniu dowodów przybliżających nas do rozwiązania sprawy. Samo badanie poszczególnych lokacji stanowi nie lada wyzwanie i wymaga sporej koncentracji. Po pierwsze, zdecydowanie trudniej wypatrzyć interesujące miejsca lub przedmioty poruszając się w środowisku 3D niż po dwuwymiarowych tłach. Po drugie, w grze nie umieszczono opcji podświetlania aktywnych punktów. W naszym śledztwie natkniemy się także na pseudozręcznościowe zadania. Jedno z nich polegało na otwieraniu drzwi, co przypominało zabawę w wędkowanie. Inne natomiast związane było ze ściganiem pewnego podejrzanego osobnika. Prawdę mówiąc, owa gonitwa należała do najprostszych wyznań, przed którymi postawiła nas firma Frogwares. Pościg ten podzielony został na kilka krótkich etapów i co najistotniejsze, nawet nie ma możliwości, aby z jego powodu przedwcześnie zakończyć grę. Trafiają się jednak nieliczne fragmenty, kiedy życie kierowanej przez nas postaci znajdzie się w realnym niebezpieczeństwie. Oprócz tego, co jakiś czas będziemy musieli rozwiązać quiz, ale w przeciwieństwie do poprzedniej części cyklu (Tajemnicy Srebrnego Kolczyka) każdorazowo dostaniemy tylko jedno pytanie, a odpowiedź wpisujemy z klawiatury. Nie wypada mi również pominąć tak ważnej dla kryminalistyki analizy zebranych próbek. Do tego celu posłuży nam biurko Holmesa, pełniące rolę prywatnego laboratorium.




Sherlock 3D

Tak otoczenie, jak i postacie zostały przedstawione w pełnym trójwymiarze. Lokacje cechuje staranne wykonanie, lecz nie są aż tak szczegółowe jak tła w większości przygodówek z grafiką 2.5D. Odwiedzane przez nas miejsca przeważnie sprawiają wrażenie wymarłych. O ile taki stan rzeczy można zrozumieć przemierzając podziemne korytarze, o tyle ulice Londynu i port w Luizjanie nie powinny wyglądać jakby przeszła przez nie śmiertelna zaraza. Przerywniki filmowe powstały na silniku gry, w związku z czym nie różnią się od tego, co widzimy, gdy przejmujemy kontrolę nad poczynaniami Holmesa bądź Watsona. Modele postaci generalnie nie zawodzą, a na twarzach poszczególnych bohaterów można dostrzec zmarszczki. Niestety zdarzają się sporadyczne „ataki klonów” i to wśród żeńskiej części obsady. Identyczne twarze otrzymały pacjentki szpitala psychiatrycznego oraz kilka pań w średnim wieku. Zamykając kwestię oprawy wizualnej, dodam jeszcze, iż grafika nie jest pozbawiona pewnych błędów. Bodajże w dwóch miejscach, ni z tego ni z owego, wyświetlił mi się dziwny zielony pasek, w innej sytuacji Watson stał raczej w powietrzu niż na schodach, a siedzący przy biurku Holmes stracił najszlachetniejszą część ciała, czyli pośladki.




Dźwięki grozy i nie tylko

Przygrywająca naszym zmaganiom muzyka jest dość różnorodna. Choć częściej usłyszymy mroczniejsze utwory, nie zabraknie również żywszych oraz spokojniejszych i bardziej dystyngowanych melodii. Ścieżka dźwiękowa została po prostu dopasowana do tego, co w danej chwili widzimy na ekranie monitora. Muszę przyznać, iż muzyka z Przebudzenia nawet wpada w ucho, ale na pewno nie będę o niej długo pamiętać. Niestety to nie ta sama klasa, co chociażby soundtrack z Gray Matter czy też Syberii. Jeżeli chodzi o odgłosy otoczenia, przeważnie dobrze spełniają swoją rolę. Za to największym atutem oprawy dźwiękowej jest angielski dubbing. Wszyscy aktorzy zostali świetnie dobrani i wypowiadają swoje kwestie z odpowiednim zaangażowaniem.



Przebudzenie w wersji polskiej



Światowa premiera gry miała miejsce w listopadzie 2006 roku. Natomiast w naszym kraju produkcja ta pojawiła się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Na szczęście polski dystrybutor Przebudzenia, czyli City Interactive, wynagrodził zaistniały poślizg ustalając sugerowaną cenę produktu w wysokości jedynie 19,90 zł. Przy okazji dodam, że późniejszym czasie ukazało się jeszcze inne wydanie trzeciej odsłony perypetii Holmesa i Watsona. Reedycja pt. „Sherlock Holmes. Trylogia” skierowana była jednak raczej do tych graczy, którzy dopiero rozpoczynali przygodę z najsłynniejszym detektywem w ujęciu studia Frogwares. Poza Przebudzeniem nabywcy owego zestawu otrzymywali także dwie poprzednie części serii, a wszystko to kosztowało tylko 29,90 zł.





A jak przedstawia się sprawa samej polonizacji? Otóż starcie Holmesa z wyznawcami Cthulhu doczekało się lokalizacji kinowej, co wydaje się być najlepszym rozwiązaniem zważywszy na bardzo udany angielski dubbing. Polskie tłumaczenie na ogół prezentuje się poprawnie. Na pochwałę zasługuje fakt, iż poza dialogami, na nasz ojczysty język przełożono również dokumenty, na które detektyw natknie się w trakcie swojego śledztwa. Mimo wszystko nie jest idealnie. Wypatrzyłam parę błędów ortograficznych oraz językowych. Zdarzyły się też drobne uchybienia jak np. literówki lub źle wstawiony przecinek. Poza tym w dwóch miejscach nie wyświetliły się polskie napisy.



I co o tym sądzisz, drogi Watsonie?



Fanów detektywistycznych historii, a zwłaszcza tych z Sherlockiem w roli głównej, raczej nie muszę zachęcać do zapoznania się z Przebudzeniem, gdyż pewnie dawno już to zrobili. Jeżeli jednak dopiero zastanawiają się, czy sięgnąć po ten tytuł, powinni szybko nadrobić zaległości, bo gra od ekipy z Frogwares jak najbardziej zasługuje na ich uwagę. Przygodówka ta prawdopodobnie spodoba się również wielbicielom opowieści z dreszczykiem, oczywiście pod warunkiem, że nie nastawią się na stuprocentowy horror, lecz kryminał wzbogacony o elementy grozy. Wprawdzie Przebudzenie nie dorasta do pięt największym tuzom gatunku, na pewno jest to solidny produkt, którego ogólna jakość wykracza ponad przeciętność.











7 PLUSY:

wciągająca fabuła + udane połączenie kryminału z horrorem + niepokojący klimat + wygodne sterowanie + przystępny interfejs + dobra praca kamery w trakcie rozmów + dość długi czas rozgrywki + angielski dubbing + atrakcyjna cena już w momencie premiery
MINUSY:

zerowa interaktywność dialogów - błędy w grafice - parę identycznych twarzy - opustoszałe ulice - uchybienia w polskich napisach


autorka: crouschynca