CSI: Mordercze Zamiary - recenzja
Dodane przez Madzius888 dnia 17.02.2010 00:08

Mordercze zamiary to podtytuł najnowszej części Kryminalnych Zagadek Las Vegas, opartej na ostatnich sezonach znanego serialu. Zmieniają się więc pewne okoliczności towarzyszące sprawom, a także sporo w technikaliach gry. Zapraszam zatem do spędzenia chwilki czasu na prześledzeniu toku przykładowej sprawy. Bez obaw! Nie podam spojlerów.



Miejsce Zbrodni



Po krótkim intro znajdujemy się zawsze na miejscu zbrodni, gdzie czeka nas najpierw spotkanie z nowym partnerem CSI - i tu pierwsza nowość. W paru sprawach zaczynamy od krótkiego dialogu z technikiem na podobnej zasadzie, jak dzieje się to w przypadku przesłuchania podejrzanego – pojawiają się tematy jako okrągłe ikonki. Rozmowa trwa zazwyczaj tylko chwilkę, a kolejna próba porozumienia skutkuje odjęciem punktów (o czym za chwilkę), bo jest to po prostu podpowiedź.





Po zapisaniu informacji do akt sprawy musimy zająć się robotą śledczego. Jak zwykle do użytku przeznaczono nam skrzynkę pełną fajnych przyrządów – dokładnie tych samych znanych z Niezbitych Dowodów. Także tym razem musimy dokładnie prześledzić teren i przybliżać niebieską strzałką, by dobrać się do każdego skrawka dowodu. Różnica jest jednak taka, że nie musimy wiedzieć, jakiego narzędzia użyć w konkretnym przypadku: probówki czy wacika, luminolu czy fioletu krystalicznego. Instrumenty te dzielą się bowiem na cztery grupy:

- zbieranie (wacik lub probówka) ,

- płyny (luminol i LCV),

- odciski (ninhydryna, proszek magnetyczny i daktyloskopijny),

- odlewy (gips oraz mikrosil).



Zamiast więc bawić się w dobieranie odpowiednich zestawów: proszek magnetyczny lub daktyloskopijny a następnie taśma do zdjęcia dowodu, teraz wszystko dzieje się niemal automatycznie: najpierw automatycznie partner CSI pstryknie zdjęcie, a naszym zadaniem jest tylko wybranie odpowiedniej grupy: niezbędne narzędzie zostanie wybrane automatycznie przez zaznaczenie ramką i automatyczne skierowanie kursora. Reszta, jak zebranie próbki po wykryciu płynu czy przeniesienie odcisku na taśmę, dzieje się już w formie animacji.
Trudno jednoznacznie odnieść mi się do tego rozwiązania. Na pewno godzi to w podstawę całej serii, którą jest zbieranie materiału dowodowego za pomocą całego zestawu specjalistycznych przyrządów. Z drugiej jednak strony wiąże się to z serią powtarzalnych czynności, które zostały tu zredukowane do absolutnego minimum, co do pewnego stopnia jest aspektem pozytywnym. Specyfika gry pozostaje jednak w ogólności dokładnie ta sama , zabieg nie przysporzy więc tej części CSI ani nowych (którym ten rodzaj gier nie odpowiadał) ani starych graczy.



Przeszukiwaniom lokacji w Niezbitych Dowodach towarzyszyły dodatkowe tabliczki o treści: „Punkty za dokładność przyznano”. Tego rodzaju efekt nie występuje w najnowszej odsłonie, ale mimo to warto się rozglądać, gdyż... punkty te i tak są naliczane, tyle że w niewidoczny sposób, a potem zostają ujęte w statystykach wyświetlanych jak napisy końcowe po rozwiązaniu sprawy i...dają sporo satysfakcji ;)




Hej! Kto zabrał ubranka dziecka i podłożył te wycinanki?


Po zebraniu dowodów przesłuchujemy świadka, który znalazł ciało. Tutaj nie ma zbyt wielu nowości. Na tym poziomie nie wypływają kluczowe informacje, więc wystarczy zapytać o wszystkie kwestie natury formalnej klikając na odpowiednie ikonki na dole ekranu: kiedy i jak znaleziono ciało, czy znał/a Pan/i ofiarę, a jeżeli tak, to o relacje między nimi, aktualnych przyjaciół oraz wrogów.



Kiedy już zakończymy działania, musimy przenieść się do laboratorium, czyli skorzystać z zakładki „Lokacje” w PDA - tego samego, co w Niezbitych Dowodach - znajdującego się w dolnym lewym rogu podczas całej gry. Po zasygnalizowaniu zmiany miejsca, jeden z kryminalistyków zadzwoni do doktora Robbinsa, by zajął się ciałem ofiary.



Laboratorium





W tej części nie skorzystamy z dobrze wyposażonego laboratorium mobilnego. Nasza ulubiona stacjonarna pracownia dzieli się na dwie części, a w dodatku wiele elementów zostało w jakiś sposób ulepszone. Pierwsze stanowisko po prawej zawiera przyrządy służące do analizy materiałów. Jest ono zaopatrzone w mikroskop porównawczy posiadający różne stopnie przybliżenia (10, 60 i 200x) oraz regulator ostrości: należy właściwie dobrać wartość soczewki i wyregulować przyrząd jednym guzikiem, by obejrzeć przedmiot lub porównać dwie próbki, np. nitki. W tym samym mikroskopie znajduje się moduł do badań pisma: za pomocą trzech suwaków ustala się odpowiednie światło, by przeczytać tekst. Mamy tu również stół montażowy , który dalej służy do składania fragmentów. Ostatnim przyrządem jest chromatograf, który posiada dwie opcje: analizy DNA oraz innych substancji. Te badania są wybitnie ciekawe: materiałowi biologicznemu przyporządkowano czerwone, żółte, zielone i niebieskie kropeczki. Próbka pobrana z miejsca zbrodni to klocki powiązane w 2-6 elementowe nitki, które należy dopasować do którejś z całości należących do konkretnej osoby. Przykładowy proces przedstawiłam na obrazku obok.



Chromatograf pozwala też na analizę różnych złożonych substancji. I tutaj trafiła się okazja do stworzenia mini gierki. Polega ona na odnalezieniu czarnych kresek różnej grubości z bazy, tak, aby odpowiadały przekrojowi substancji na kolorowym tle. To równie miły czasoumilacz. Poza konkursem: na tablicy wywieszane są też aktualne zdjęcia z miejsca zbrodni pozwalające na zebranie myśli. Bardzo miły dodatek!



Drugie stanowisko, po lewej, to laboratorium danych: dwa komputery, z których jeden służy do analizy dźwięków i obrazów, a drugi do badania odcisków palców i akt medycznych. W Morderczych Zamiarach znacznie uszczuplono tę część badań nad materiałem dowodowym. Nagrania audio i video zostają właściwie tylko odtworzone, a nie poddane dogłębniejszej analizie jak w części wcześniejszej, gdzie bawiliśmy się pojedynczymi klatkami na różne sposoby.
Odciski palców dopasowujemy w ten sam sposób. Mamy fragment pobrany z dowolnego przedmiotu, który stanowi ¼ odcisku. Pasuje on do ćwiartki któregoś z odcisków: 1)należących do związanych ze sprawą, 2) będących już w zdobytym materiale lub 3) obecnych w bazie danych. Zanim jednak poszukamy czegoś w AFIS, tym razem musimy pobawić się jeszcze trochę w odnalezienie na odcisku kilku charakterystycznych punktów zwanych markerami: to bardzo proste, bo wystarczy klikać na połączenia linii.


Obcy może wydawać się termin „akta medyczne”, wcześniej takie informacje zawierały się w szerokim spektrum ostatniej opcji w komputerze, dzięki której mogliśmy zająć się pen-drivem, wyciągiem rozmów z telefonu lub szyfrem. Teraz nie ma takiej możliwości: pozostają rzeczone „akta medyczne”, które pozwalają na odkrycie przeznaczenia leku lub analizę karty zdrowia konkretnego pacjenta. Kilkoma wyjątkami zajmuje się Brass. To znaczne ograniczenie działania nie przypadło mi do gustu. O ile laboratorium materiałów rozwinęło się w spory sposób, o tyle w części danych nastąpiło wręcz cofnięcie w rozwoju.



Biuro Brassa i Pokój przesłuchań



Po zebraniu odpowiednich dowodów udajemy się do kapitana po odpowiednie informacje o ofierze i podejrzanych. Z czasem zbierzemy tyle adnotacji w aktach, że pojawi się duża odznaka z informacją, że Brass może wystawić nakaz: przeszukania lokacji, przesłuchania lub aresztowania świadków.
Tu pojawia się jedna z największych nowości - mianowicie każdy nakaz należy poprzeć odpowiednim uzasadnieniem. Na ogół wybór jest oczywisty, ale czasem trzeba pokombinować: np. odpowiedni dowód to jeden z zebranych na początku śledztwa, ale dopiero teraz odkryliśmy do kogo należy, dlatego znajduje się na początku zazwyczaj pięcioelementowej listy. Podobnie w rozmowach ze świadkami. Czasami zaprzeczają oni pewnym sytuacjom, a z materiału wiemy, że było inaczej. Należy wtedy wybrać czerwoną migającą torebkę i dopasować odpowiedni przedmiot na takiej samej zasadzie. Tu jednak sprawa jest trudniejsza: wszystkie twierdzenia, którym można zaprzeczyć, zostają wysunięte przy każdym ze świadków. Łatwo jest więc wygłupić się na początku i wybierać te opcje w rozmowie z każdym przesłuchiwanym tracąc kolejne punkty.
Brzmi znajomo? To oznacza, że w jednej z trzech pierwszych części graliście na wyższych poziomach, gdzie wyłączono „Automatyczne Pytania” – należało wtedy przesunąć odpowiedni dowód na osobę, żeby wytłumaczyła się ona z tego. Czyniło to grę trudniejszą i tak jest tym razem.



Wyższość produkcji 369 Interactive nad Telltale stanowią bardzo szczegółowe opcje. Można było ustawić sobie, na jakim poziomie chcemy przejść śledztwo: czy za konieczne uznamy automatyczne pytania czy nie, albo czy potrzebujemy, by zaznaczano, gdy dowód został całkowicie zbadany. Obecnie nie ma takiej możliwości; może okazać się więc, że dla fanów serialu, a nie gier przygodowych (a wiem, że sporo z nich podjęło się wyzwania) będzie to bariera nie do pokonania. Czas pokaże, a my, wyjadacze, sobie poradzimy. Z drugiej zaś strony nadmiernie ułatwia nam się pracę w innym aspekcie: zaznaczając przeszukanie lokacji, informując o nakazie dostępnym u kpt. Brassa oraz dodając „haczyki” przy dokładnie zbadanych dowodach.
...I tak, kontynuując śledztwo, dojdziemy do końca, by zacząć kolejną sprawę.


Co jednak trzeba jeszcze zaznaczyć, to fakt, iż w każdej sprawie natrafimy na jakiś krótszy lub dłuższy przerywnik, w którym nasz aktualny współpracownik lub inni, którzy włączyli się w sprawę, referują przeprowadzone właśnie badanie dowodu lub przeprowadzają burzę mózgu. To naprawdę dobry pomysł, żeby włączyć w śledztwo agentów, którzy do tej pory byli raczej ozdobnikiem niż prawdziwą pomocą w sprawie. W tej części, zgodnie z tym, jak toczą się losy w serialu, nie będzie Grissoma, za to poznamy Raymonda Langstona i Riley Adams.



Kryterium minimalnego nakładu



Oprawa audiowizualna nie zmieniła się za wiele od czasów Trzech Wymiarów, a już wcale jeżeli chodzi o Niezbite Dowody. Charakterystyczne dźwięki umilają nam prace w laboratorium, a także dla każdej lokacji przypisano po jednym motywie. Jeżeli natomiast chodzi o grafikę, to działając na jednym i tym samym sprzęcie mogę stwierdzić tak: w Trzech Wymiarach było bardzo brzydko, a wymagania ogromne, co powodowało znaczne zacinanie, Niezbite Dowody to pewien skok, bo postacie są wyraźniejsze, a kontury nie takie kanciaste, nadal jednak daleko od płynności na słabszym sprzęcie, a w Morderczych Zamiarach nie widzimy zmian w stosunku do poprzedniej, jednak gra śmiga a ładowanie trwa krótko. Od razu nasunęło mi się więc skojarzenie z kryterium racjonalnego podejmowania decyzji, jakim jest minimalny nakład na ten sam efekt – nierealistyczne meble, dziwne światło, postacie tylko w zarysach przypominają znajomych z serialu, co wbrew pozorom wcale nie przeszkadza ani nie wkurza, a pozwala oderwać się od rzeczywistości do specyficznego świata gry.




A tym razem, to już mam paluszki!


Internal affairs



Fabuła jak zwykle nie zawiedzie. Sprawy są niezwykle ciekawe, a ludzie i ich problemy intrygujące. Scenarzyści poruszyli ważne problemy społeczne jak alkoholizm czy homofobia. Świadkowie będą kłamać, kręcić i zacierać ślady, czyli normalka. Jedyną zmianą będzie sprawa ostatnia, która tym razem w żaden sposób nie łączy się z poprzednią...będzie jednak trochę inna, jeszcze ciekawsza ;)



CSI: Mordercze Zamiary zasługuje na ocenę 8, tak jak poprzednia część, którą recenzowałam (CSI: 3 Wymiary Zbrodni). Grafika i muzyka zatrzymały się na poprzednim poślednim poziomie, znacznie zaniedbano laboratorium służące do analizy danych, a co gorsza znacznie zmniejsza się ogólna liczba dowodów do zebrania. Z drugiej jednak strony symboliczna obecność bohaterów CSI zostaje rozbudowana do faktycznego udziału w śledztwie, mini gierki w dobrze zaopatrzonej części materiałowej pracowni sprawiają mnóstwo radochy, a sprawy są niezwykle ciekawe. Oby tak dalej...tylko taniej!











8 PLUSY:

fabuła
+ laboratorium materiałowe
+ partnerzy CSI
MINUSY:

mniej dowodów
- zaniedbanie laboratorium danych


Autorka: Madzius888