Sam&Max: Sezon 1 - recenzja

Dodane przez Evillady dnia 01.02.2010 14:23

Raz na jakiś czas zdarza się to każdemu graczowi, jak świat długi i szeroki. Niezależnie od tego na jakiej platformie człowiek gra i który gatunek gier jest jego ulubionym. Raz na jakiś czas każdy z nas musi to przeżyć mimo, że wydaje nam się, że nas to nie dotyczy, my się nie damy, jesteśmy sprytniejsi! A jednak… raz na jakiś czas dajemy się skusić szumnym zapowiedziom twórców, dajemy się zwieść znakomitym recenzjom w prasie branżowej i entuzjastycznym wypowiedziom innych graczy na setkach forów internetowych. W efekcie nasze oczekiwania w stosunku do takiej, czy innej gry urastają do nieprawdopodobnych wręcz rozmiarów, by na końcu zderzyć się z brutalną rzeczywistością i rozpaść w proch. Raz na jakiś czas ta wątpliwa przyjemność nie mija i recenzentów, mimo że oni, bardziej niż inni, powinni podchodzić z dystansem do wszelkich informacji dotyczących gier. Nic dziwnego więc, że i na mnie przyszła wreszcie pora…

A miało być tak pięknie…

Sama jestem sobie winna. Zgłosiłam się na ochotnika do zrecenzowania gry „Sam&Max: Sezon 1” z przekonaniem, że będę się fantastycznie bawić, że przecież gra zebrała znakomite recenzje, a poza tym ja lubię takie zakręcone, nie do końca poważne, fabuły. Nie mogłam się więc zawieść, prawda? Prawdopodobieństwo rozczarowania było jak 1:10, niczym nie ryzykowałam. Błąd! I nauczka na przyszłość. Bolesna nauczka. Jeszcze liżę rany po tym, jak moje wyobrażenie o czekającej mnie rozgrywce runęło w gruzach. Rozczarowanie było tym boleśniejsze, że w ogóle się go nie spodziewałam.

Para głównych bohaterów – spokojny i zrównoważony pies Sam oraz jego demoniczne alter ego, królik Max – wykreowanych przez Steve’a Purcella miała być gwarantem dobrej zabawy. Czekało mnie sześć odrębnych epizodów składających się w jedną całość, które miały być przepełnione humorem, licznymi zwrotami akcji i fantastycznymi zagadkami. Całości miała dopełnić bajkowa grafika i świetna muzyka. Sama historia opowiedziana w grze również zapowiadała się znakomicie. Nasza nietypowa detektywistyczna para w każdym z sześciu odcinków miała się przeciwstawiać Złu, stopniowo odkrywając intrygę, by wreszcie stanąć oko w oko z szaleńcem, zamierzającym zahipnotyzować cały świat. I co? Ano… jak to w życiu. Wszystko niby jest, a jednak czegoś brak.

Intro? Jakie intro?

Zanim przejdziemy do oceny poszczególnych elementów gry trzeba sobie przypomnieć, że ukazywała się ona w odcinkach. Epizody pojawiały się stopniowo, jeden po drugim, do ściągnięcia z oficjalnej strony gry*. Modne ostatnio rozwiązanie, które ma pewne istotne ograniczenie. Mianowicie takie, że omawiana tu gra jest praktycznie pozbawiona intra. No chyba, że za takowe uznać kilkunastosekundowe sekwencje na początku każdego odcinka. Przedstawiają one Sama i Maxa nudzących się niemiłosiernie w biurze i w efekcie wypełniających sobie czas różnymi, zwykle bardzo głupimi zajęciami, aż do momentu, kiedy nie zadzwoni telefon z kolejnym wezwaniem.

Po tym porywającym wstępie gracz może rozpocząć zabawę. Mechanizm rozgrywki, z którym będzie miał do czynienia jest więcej niż klasyczny. Operujemy lewym i prawym klawiszem myszy. Klikamy w lewy, górny róg ekranu i mamy dostęp do skromnych opcji, prawy dolny róg i sięgamy do ekwipunku. LPM zbieramy i używamy przedmiotów oraz wybieramy opcje dialogowe, klikając PPM otrzymujemy więcej informacji o zgromadzonych przedmiotach i elementach otoczenia. Jak mówiłam przygodówkowa klasyka.

Przy czym fakt, że bohaterów jest dwóch nie oznacza, że będziemy nimi kierować na zmianę. Przez całą grę kontrolujemy poczynania Sama, za którym, niczym cień, biega Max. Nawet, jeśli jakąś akcję musi wykonać królik, to i tak zlecamy jej wykonanie Samowi, dzięki czemu Max automatycznie podejmuje stosowne działanie. Wcielić się w Maxa mamy szansę tylko w czasie niektórych dialogów. Możemy się wówczas przełączać między bohaterami, dzięki czemu uzyskujemy dostęp do odmiennych opcji dialogowych. Nie jest to niestety jedyne, ułatwiające rozgrywkę rozwiązanie, zastosowane przez twórców.

„Fantastyczne, wymagające zagadki!” – że co?

Jest takie jedno określenie ze świata filmu, które bardzo mi się podoba. Mianowicie, jeśli aktor ma poczucie, że nie włożył w odgrywaną przez siebie rolę całego serca, że grał od niechcenia, że zwyczajnie się nie angażował w pracę, wówczas mówi, że: „grał lewą ręką” (oczywiście, jeśli ma odwagę się do tego przyznać ;)). Przytaczam to określenie ponieważ doskonale oddaje mój stopień zaangażowania w rozgrywkę oferowaną przez „Sam&Max”.

Poziom zagadek jest tak żenująco niski, że mogłam grać jednocześnie słuchając wiadomości, czytając książkę i robiąc pranie. Przesadzam oczywiście, ale wierzcie mi – nie bardzo. Nie dość, że zadania stawiane przed graczem są trywialne, to jeszcze cała rozgrywka jest potwornie schematyczna. W każdym z odcinków zbieramy zaledwie kilka przedmiotów. W zasadzie nie ma możliwości zabrania czegoś, co będzie całkowicie nieprzydatne (z drobnymi wyjątkami, o których nie warto tu wspominać). Nie ma mowy o łączeniu ze sobą przedmiotów, a przeznaczenie każdego z nich będzie wielokrotnie przypominane zarówno przez głównych bohaterów, jak i przez postaci poboczne. Niekiedy komentarze dotyczące tego, co należy w danym momencie zrobić są wręcz nachalne. Dla przykładu: po wyczerpaniu wszystkich opcji dialogowych dana postać ograniczy się do powtarzania w kółko, że dopóki nie zrobimy tego i tego, nie osiągniemy takiego i takiego celu.

Cała rozgrywka na każdym z dostępnych etapów sprowadza się tak naprawdę do zebrania tych kilku przedmiotów, odwiedzenia sklepiku i dowiedzenia się, co tam właściciel trzyma pod ladą, zdobycia pieniędzy i zakupu tego towaru oraz krótkiego pościgu samochodowego. Naturalnie upraszczam i elementy te przeplecione są po drodze różnymi zadaniami, ale jednak twórcy gry mogliby choć na chwilę oderwać się od tego schematu.

W zasadzie jedyny oryginalny, zabawny i przyciągający na dłużej uwagę gracza odcinek, to przedostatni epizod. Mamy w nim szansę przenieść się na chwilę do starych, dobrych czasów, przypomnieć sobie gry platformowe i... tekstowe przygodówki! Znakomity pomysł, fantastycznie zrealizowany i gdyby tylko pozostałe odcinki gry trzymały poziom epizodu piątego byłoby znacznie lepiej niż jest.

Starość nie radość...

Trzeba pamiętać, że recenzowana tu gra ukazała się na świecie w 2007 roku. W Polsce w marcu 2008 roku. Od jej wydania minęło więc już trochę czasu i to niestety widać. Myślę tu oczywiście o grafice, która zdecydowanie odbiega od dzisiejszych standardów. Prawdę mówiąc odbiegała i od standardów ówczesnych. Ja rozumiem, że taka stylistyka, że krzywa kreska, że grafika inspirowana jest komiksem, etc., etc., etc., a jednak od takiej dla przykładu deski wymagam, żeby wyglądała jak deska, a nie schody. Niestety z uwagi na kiepskie tekstury i straszące tu i ówdzie piksele deski w „Sam&Max” zdecydowanie bardziej przypominają wspomniane już schody. Trójwymiarowe modele postaci również pozostawiają sporo do życzenia. Ci z Was, którzy odwiedzają Adventure Zone regularnie i czytają pojawiające się na stronie teksty wiedzą, że nie należę do graczy, dla których grafika jest elementem najistotniejszym. Wiele potrafię wybaczyć, jeśli produkcja przyciąga grywalnością, fabułą, klimatem. Jeśli jednak tych elementów brakuje, to i niedoróbki graficzne kłują mnie w oczy bardziej niż zwykle.

Twoja matka jest tak gruba, że...

...ma oponę większą niż TIR. Bawią Was takie dowcipy, przeniesione rodem ze skeczy popularnych w USA? Cóż, niektórych bawią, innych nie. Ja niestety należę do tej drugiej grupy. Piszę niestety, bo tego rodzaju humoru jest w grze „Sam&Max” najwięcej. O gustach się nie dyskutuje, poczucie tego, co jest zabawne, a co już nie, jest różne u każdej z osób. Nie zamierzam więc tego stylu krytykować. Uprzedzam po prostu, że jeśli nie bawi Was dowcip mocno dosadny, bardzo prosty i w dużej mierze oparty na obrzydliwości, to nie macie w tej grze czego szukać. Sporo tu dywagacji na temat wymiotów, dowcipów z krowim łajnem w roli głównej i tym podobnych. Tego aspektu gry dotyczy chyba moje największe rozczarowanie. Szumne zapowiedzi na pudełku, recenzje, opinie internautów obiecywały mi salwy niekontrolowanego śmiechu. Tymczasem prawda jest taka, że w czasie całej gry roześmiałam się głośniej zaledwie kilka razy. Przez pozostałą jej część nawet nie uśmiechałam się pod nosem. Gra mnie nużyła, nudziła i nie była w stanie zmusić do tego, żebym ukończyła jednorazowo więcej niż jeden odcinek. Paradoksalnie nie znaczy to, że gra nie jest zabawna, albo że opinie na jej temat są przesadzone. Bardzo mocno to podkreślam, bo to, o czym tu piszę świadczy tylko i wyłącznie o tym, że gra opiera się w dużej mierze na humorze, który mnie nie bawi. Jeśli jednak Wy jesteście zwolennikami tego rodzaju rozrywki, to zapewniam Was, że przy tej grze będziecie się bawić znakomicie.

Dwa minusy dają plus

Tym plusem w grze „Sam&Max” jest zdecydowanie muzyka. Dźwięki, które sączą się z głośników stanowią kapitalną, jazzująco-swingującą mieszankę, od której dosłownie nie można oderwać uszu. Muzyka w każdym z odcinków jest inna, podkreślająca tak naprawdę nie charakter lokacji, w której aktualnie się znajdujemy, ale charakter opowiadanej historii! Fenomenalny pomysł, dzięki któremu w wirtualnej rzeczywistości towarzyszą nam rozmaite komputerowe piski i dźwięki tak dobrze nam znane z ery midi. W czasie zmagań w Białym Domu słyszymy marszowe rytmy, podczas prób przechytrzenia mafii mamy do czynienia z motywem muzycznym rodem z filmów gangsterskich. Muzyka jest w tej grze po prostu znakomita!

Po polsku z amerykańskim akcentem

Gra została wydana na naszym rynku przez CD Projekt. Firma zadbała o porządną lokalizację z udziałem Jarosława Boberka w roli Maxa i Wojciecha Manna w roli Sama. O ile nie mam zastrzeżeń do samego spolszczenia, w którym uwzględniono polskie realia, dzięki czemu mamy sporo odniesień do naszych rodzimy gwiazd i tzw. „celebrytów”, o tyle technicznie nie wyszło to już najlepiej. W czasie rozgrywki zdarza się, że połowę dialogu słyszymy po polsku, a drugą połowę po angielsku. Część sekwencji w ogóle nie została spolszczona, czasem zanikają polskie głosy i zostają tylko napisy na ekranie. Błędy może mało istotne, ale jednak dosyć irytujące. Dobrze więc, że CD Projekt to firma słynąca z ciekawych wydań. Dzięki temu w pudełku z grą otrzymujemy zarówno wersję polską, jak i oryginalną angielską, a poza tym sporo ciekawych bonusów takich, jak: plakat, tapety, charakterystyki postaci, materiały z powstawania gry oraz dostęp do zabawnego edytora, dzięki któremu możemy stworzyć własny komiks. Takie wydania to ciągle rzadkość na naszym rynku, więc za to wielkie brawa!

Kontrowersje, kontrowersje...

Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne wielu z Was, zwłaszcza tych, którzy grali w grę i przednio się przy niej bawili, ta recenzja zaskoczy. Mało tu zachwytów więcej narzekania i krytyki, ale niestety takie są moje odczucia z gry. Komu można więc polecić ten tytuł? Na pewno fanom duetu Sam&Max, osobom oczekującym czystej, nieskomplikowanej rozrywki, być może tym, którzy nie są szczególnymi fanami gier przygodowych, bo poziom trudności nie jest tu zbyt wygórowany. Jeśli jednak o psie i króliku nigdy nie słyszeliście, a od gry oczekujecie czegoś więcej niż tego, żeby była zabawna, to ten tytuł spokojnie możecie sobie odpuścić.

* Na stronie twórców gry: www.telltalegames.com poza sezonem pierwszym jest już od jakiegoś czasu dostępny również sezon drugi, składający się z 5 odcinków. Kontynuacja przygód Sama i Maxa nie została dotąd wydana w Polsce.

5 PLUSY:
muzyka + Sam i Max + epizod 5 + ładne wydanie
MINUSY:
grafika - zagadki - humor nie dla każdego - niestety mało wciągająca - schematyczność i powtarzalność

autorka: Evillady

   

Komentarze


1170 #1 TexMurphy
dnia 01.02.2010 20:57
Moja opinia jest o 180 stopni odwrotna niż Recenzentki. Wiem, że zabrzmi to szokująco, ale dla mnie osobiście Sam & Max: Sezon 1 to... najlepsza przygodówka, która ukazala się w XXI w., spośród tych w które grałem, a grałem co najmniej w kilkadziesiąt. A może lepiej byłoby napisać - gra, przy której najlepiej się bawiłem, ale czy nie właśnie to jest najlepszym wyznacznikiem jakości danej pozycji, o ile chodzi o przygodówkę z założenia śmieszną, a nie poważną? Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów podczas gry w przygodówkę po prostu nie chciało mi się odchodzić od monitora, po uszy wpadła też moja Żona, która przy mnie - chcąc nie chcąc - musi trochę przygodóek zobaczyć Wink2 a od tej jednej jedynej praktycznie nie mogła się oderwać. Mi w tej grze nie brakuje praktycznie niczego - i jest to jej najkrótsza możliwa recenzja z mojej strony. Osobiście trzem przygodówkom (mniejsza z tym, które to Wink2 ), w które grałem w życiu, wystawiłbym notę 10/10. Sam & Max: Sezon 1 do nich nie należy, ale z pełną odpowiedzialnością oceniam ją na 9/10 obok kilkunastu innych tytułów, takich jak np. Syberia, The Longest Journey, Gabriel Knight 3. Towarzystwo świetne, ale ta gra na nie wg mnie absolutnie zasługuje.
210 #2 mertruve
dnia 01.02.2010 21:08
Mnie rowniez text Evillady zaskoczyl, choc teraz, po kilku graniach, jestem w stanie sie zgodzic. Mimo to gra ma swoj urok i wciaga - ale mistrzostwo swiata to, to nie jest. Ja sie z opinia zgadzam:)
1170 #3 TexMurphy
dnia 02.02.2010 07:46
A mnie tekst Evillady w ogóle nie zaskoczył - nie tylko dlatego, że każdy ma prawo do własnej opinii, co jest oczywiste, ale dlatego, że w tych środowiskach graczy (polskich), z którymi się stykam S&M wcale nie cieszy się entuzjastycznymi opiniami, więc omawiana recenzja wcale nie jest jakimś wyjątkiem. Bardziej zaskakują mnie Twoje słowa, mertruve, że gra "ma swoj urok i wciąga" ale rownocześnie zgadzasz się z opinią evillady, która przyznała grze notę "5", a więc - nie czarujmy się - bardzo słabą. Podobnie mnie zaskoczyłeś przy recenzji "Paradise", gdzie pisałeś "Nie każdy musi się z nią zgadzać. Wiem również, że może to być jedna z najsurowszych ocen w polskim Internecie." i można sie było spodziewać właśnie "5", może "6", a wystawiłeś świetne "8+", co było bodaj najwyższą oceną dla tej gry, jaką widziałem w netowych serwisach, bo przeważnie oscylowały one wokół 6-7 (krytyka "Paradise" była powszechna - aczkolwiek przyznaję, że opieram się na serwisach zachodnich, z polskich zagladam tylko na Przygodoskop i od niedawna tutaj). Reasumując - bardzo fajnie się czyta Twoje recenzje, ale systemu oceniania nie rozumiem :) No ale chyba odbiegłem od tematu...
729 #4 Evillady
dnia 02.02.2010 09:36
TexMurphy dzięki za Twoją opinię :) Spodziewałam się, że komentarze się pojawią, bo zdaję sobie sprawę z tego, że moja opinia na temat tej produkcji odbiega nieco od tego, co można znaleźć w prasie, czy internecie. Średnia ocen oscyluje w przedziale 80-90%, ale dla mnie to już oznacza grę znakomitą, a S&M jest zwyczajnym średniakiem. Stąd moja ocena, która nota bene wcale nie jest bardzo słaba :) Rzuciłeś okiem na menu po lewej, gdzie umieściliśmy naszą skalę ocen? Przytoczę tym, którzy do tego zakamarka strony nie dotarli:

"Poniżej przedstawiamy AZetkową skalę ocen, opatrzoną w znaczenie każdej noty. W szczególnych przypadkach, gdy recenzent będzie miał prawdziwy dylemat, zostanie wystawiona ocena połówkowa.

1 - całkowita strata czasu i pieniędzy
2 - nieopłacalna, ale lepsza niż nic
3 - gra słaba, ale są słabsze
4 - ma pewne zalety, ale nikną one w morzu wad
5 - przeciętna, niczym się nie wyróżnia
6 - niezłe, ale mogłoby być lepiej
7 - dobra, solidna rozrywka
8 - bardzo dobre, ale wciąż czegoś brakuje
9 - gra prawie pozbawiona wad
10 - przygoda idealna"

5 więc to gra przeciętna i dla mnie takie właśnie jest S&M. Gra na 8-9 musi mieć znacznie więcej do zaoferowania niż humor. Lubię niepoważne produkcje. Znakomicie bawiłam się przy serii Bone, a przy S&M niestety się wynudziłam.

Z tym, że jeszcze raz chcę podkreślić, że jeśli ktoś lubi taki humor, lubi głównych bohaterów, to jest to dla niego pozycja obowiązkowa, bo będzie się przy grze bawił znakomicie! Spokojnie więc taki ktoś może sobie dodać ze 3 oczka. Ja niestety przy tej grze bawiłam się mocno średnio stąd i ocena nie mogła być inna.
1170 #5 TexMurphy
dnia 02.02.2010 10:06
Oczywiście, ze rzuciłem okiem :) I dla mnie słowa "przeciętna, niczym się nie wyróżnia" trudno pogodzić ze słowami "gra ma swój urok i wciąga", a już na pewno nie da się pogodzić oceny 8+ z twierdzeniem, że ocena jest tak surowa, że az zaskakująca (bo i dla mnie rzeczywiście noty oscylujące w granicach 80-90% oznaczają grę bardzo, bardzo dobra). Zauważ bowiem, ze ja nawiązując do tych ocen odnoszę się cały czas do biednego mertruve'a (zdając sobie w pełni sprawę, że to off-topic :) ), a nie do Ciebie - Twoja ocena bowiem z Twoimi słowami się zgadza.

Choć i tak uważam, że niemal we wszystkich serwisach poświęconych przygodówkom (ale nie tylko) istnieje pewien problem z ocenami - mianowicie zbyt często daje się 9 grom dobrym, ale nie wyśmienitym, a zbyt rzadko daje się 5 grom przeciętnym; przeważnie te przeciętne gry (jak wynika z tekstu wielu recenzji) i tak dostają 6, nawet 7. Twoja ocena odzwierciedla moim zdaniem w pełni to co napisałaś, ale zwróć uwagę na recenzje choćby tylko w Waszym serwisie - ile innych gier dostało noty "5" lub niższe, choć z tekstu ewidentnie wynikało, ze gra jest przeciętna, więc najwyżej tyle powinna dostać - to dosłownie pojedyncze przypadki. No ale to już temat na jeszcze inną dyskusję :)
729 #6 Evillady
dnia 02.02.2010 10:47
Fajnie, że wychwytujesz takie rzeczy! To znaczy, że jesteś uważnym czytelnikiem, a to bardzo cieszy :) Mam nadzieję, że redakcja nie będzie miała mi tego za złe, jeśli powiem Ci, że nie tylko zgadzamy się z Twoimi obserwacjami, ale i sami na ten temat dyskutowaliśmy jakiś czas temu.

Dysputa dotyczyła właśnie tego, o czym mówisz - zawyżania ocen. W którymś momencie stwierdziliśmy, że z dolnej części skali właściwie nie korzystamy, a oceny zaczynają się od 6 w górę...

Po części wynika to z faktu, że gry nie spadają już raczej poniżej pewnego standardu (przynajmniej te, wydawane u nas, które najczęściej recenzujemy), ale po części wynika to z ogólnej tendencji.

Czasem trudno się przed tym bronić. Ja oceniając S&M też miałam poważny problem. No bo jak tu dać niską ocenę grze, nad którą wszyscy inni pieją z zachwytu? Z drugiej strony ocena wyższa byłaby niezgodna z moimi odczuciami z grania.

Staramy się wyważac oceny, ale... Cóż, każdemu zdarzają się wpadki. Ja sama mam na sumieniu taką, czy inną notę wystawioną może nico zbyt na wyrost i pewnie dziś oceniłabym tę samą grę inaczej Wink2

Teraz staram się nie oceniać gry na gorąco to znaczy bezpośrednio po jej ukończeniu. Daję sobie dzień, dwa, żeby spojrzeć na całość chłodno i przeanalizować to, co mi się podobało, a co nie. Jeśli po tej przerwie od momentu ukończenia gry, nadal czuję niechęć do takich, czy innych elementów, to lądują one w minusach i mają wpływ na ocenę. Natomiast jeśli nie, to... nie Wink2
1170 #7 TexMurphy
dnia 02.02.2010 11:04
Tego zdania nie kupuję w ogóle:

"Po części wynika to z faktu, że gry nie spadają już raczej poniżej pewnego standardu (przynajmniej te, wydawane u nas, które najczęściej recenzujemy)"

Tu mamy po prostu odmienne zdania, wg mnie jest zupełnie inaczej - dziś przygodówek ukazuje się sporo, ale właśnie dominuje wśród nich właśnie przeciętność; prawdziwe perełki trafiają się bardzo, bardzo rzadko.

Natomiast zgadzam się w pełni z tym:

"Po części wynika to z ogólnej tendencji".

No właśnie - to tu jest pies pogrzebany, bo skoro w ogóle pojawiają się w twojej głowie myśli typu: "jak tu dać niską ocenę grze, nad którą wszyscy inni pieją z zachwytu?", to znaczy że problem naprawdę jest poważny. Recenzenci chyba rzeczywiście bardzo często obawiają się przełamać pewien schemat - jak tu napisać inaczej, skoro inni piszą coś zupełnie innego? <nawiasem mówiąc - napisałaś sporo tekstów, ale największy szacunek mam dla Ciebie za "Myst"; to dobra ilustracja dla naszej dyskusji> A jako że z jednej strony trudno opisując grę, udawać, że ma się inne odczucia, niż ma się w rzeczywistości, a ocena to coś bardzo wyraźnego, co wręcz bije po oczach, więc efekt często jest taki, że z tekstu wyraźnie wynika, że recenzent uważa daną pozycję za mocno przeciętną, a w ocenie widzimy "6+" albo "7", albo nawet wyżej - już nie będę powtarzał przykładów Wink2

I tak gwoli dalszego zastanowienia; zadałem sobie trochę trudu i przejrzałem wszystkie recenzje na Waszej stronie. macie ich 234, z czego sporo, na oku pewnie jakaś 1/4, nie ma wystawionych not, więc powiedzmy, że ocenami kończy się ok. 180 recenzji. A wiesz ile z tych recenzji opatrzono notami "5" lub mniej? Doliczyłem się dosłownie 21. Wynikałoby z tego, że co ósma-dziewiąta gra jest przeciętna lub słaba, a reszta - dobre, bardzo dobre lub wyśmienite. Krótko mowiąc - żyjemy w przygodówkowym raju, prawda? :)
729 #8 Evillady
dnia 02.02.2010 11:26
Jak na to tak spojrzeć, to faktycznie masz rację :) Pisząc o wzroście poziomu produkcji miałam na myśli gry w ogóle, nie tylko przygodowe, to tak tytułem sprostowania. W moim odczuciu coraz mniej jest takich, o których ewidentnie można powiedzieć, że nie warto w nie grać nawet, jeśli dostaniemy je za darmo. Naturalnie mówię tu o regularnych wydaniach, nie o tzw. budżetówkach. To, czy te gry są oryginalne, czy wnoszą coś nowego, to już insza inszość.

To, o czym pisałam dalej i, co sam zauważyłeś (ogólna tendencja) wynika trochę z, bo ja wiem? Nazwijmy to psychologią tłumu. Ktoś dał grze świetną notę. Załóżmy, że ten ktoś to poważany, znany, lubiany recenzent z dużego, popularnego magazynu. Dziennikarz z doświadczeniem, który na graniu zęby zjadł.

Skoro ocenił grę wysoko, to chyba wie, co robi? A jeśli tak, to zaczynają się pojawiać testy w podobnym, optymistycznym tonie. Załóżmy, że pisane przez ludzi, którzy nie ukończyli nawet danego tytułu (zdarza się niestety), a za zadanie mają oddać tekst na wczoraj.

Co się wtedy robi? Tzw. research. Szperasz, czytasz, kompilujesz i wydajesz własną opinię na podstawie opinii innych. Machina ruszyła. Tekstów pozytywnych pojawia się coraz więcej. Wszyscy mówią, że gra jest fajna, więc musi być fajna prawda? Pojawia się coś takiego, jak świadomość zbiorowa.

No i potem trafia się recenzent serwisu, który nie ma pierwszego miejsca w Polskim necie w statystykach oglądalności. Serwisu, który jest prowadzony hobbystycznie, a ludzie, którzy go tworzą nie są profesjonalistami. No i teraz taki ktoś, taki - umówmy się - nikt w tej branży, ma pisać, że gra tak naprawdę jest do bani, a ta rzesza ludzi, którzy twierdzą, że jest fantastyczna się myli?

Komu uwierzą? Temu ze znanego magazynu, czy temu ze stronki, o której mało kto słyszał? Wniosek jest prosty. Duże pismo A napisało, że gra jest świetna. Mały portal B napisał, że wcale nie. Przeciętny czytelnik uzna, że mały portal B się nie zna i przestanie go odwiedzać. W efekcie małe portale B zaczynają zawyżać oceny i co więcej, najczęściej nie robią tego w pełni świadomie. Tak to po prostu działa.

Ja z tytułami takimi, jak Myst i S&M właśnie miałam potworny problem. Wierz mi, że przy takim zderzeniu własnych odczuć z powszechnym zachwytem, człowiek zaczyna się zatanawiać, czy aby na pewno wszystko z nim w porządku Wink2

Ocena powinna być jednak w zgodności z tekstem i tego staramy się trzymać, nawet jeśli nie zawsze i nie dokońca nam to wychodzi. Statystyki, które przytaczasz najlepiej o tym świadczą, a co do braku ocen przy sporej ilości tekstów... Właśnie jesteśmy w trakcie ich uzupełniania Wink2
210 #9 mertruve
dnia 02.02.2010 11:50
Odniose sie:) Dzisiaj dalbym Paradise ocene 8. Ewentualnie 7 z mocnym +. 8+ to lekko zawyzona ocena, ale dalej uczciwa, bo patrzac na skale - jest to gra bardzo dobra, ale wciaz czegos brakuje. Co do moich slow, ze jest to jedna z najsurowszych ocen w polskim internecie. Istotnie. W chwili pisania recenzji (jedna z pierwszych w Polsce!) oceny osylowaly w granicach 9-10 i nie jest to przesadzone! W samym CDAction dostala chyba 9. Dlatego zejscie o oczko nizej albo pol oczka juz bylo w tamtych czasach uznawane za surowe. Pozniej pojawialy sie oceny nizsze i istotnie tak powinno byc, gdyz Paradise nie jest gra doskonala - ale dobra i bardzo dobra juz owszem. Bo pomimo brakow fabularnych jest to dalej produkt Sokala, do tego udany.
Zauwaz inne moje recenzje, napisane po Paradise (ktora byla jedna z pierwszych moich dla Adventure Zone, to ma znaczenie). Oceny niektore sa wysokie (lekko zawyzona AoM, szczegolnie, ze potem trzeba bylo dwojce dac niesamowite 9+, na ktore nie zasluguje!), ale uzasadnione, jak przy Overclocked i Runaway 2, gdzie zaznaczam, ze dalem sie oszukac klimatowi. Staram sie to zawsze zaznaczac.

Jak sama Evillady zaznaczy, jestem jednych z pierwszych, ktorzy apelowali o zmiane systemu oceniania. Wiem, ze nikt nie jest idealny i czasami moje oceny moga dziwic, ale do kazdej z nich sie przyznaje i kazda popieram. Z perspektywy czasu, doswiadczenia, nie wstydze sie zadnej z nich. Jednoczesnie kazda miesci sie w skali.

Co do Sama i Maxa. Gra ma swoj urok. Ale widzisz... dla mnie Podwojne Przygody Buda Tuckera tez mialy swoj urok, a ogolnie sa tragiczne. Audrey Tautou tez ma swoj urok, a za ideal kobiety i pieknosci jej nie uwazam. Wciagac moze kazda gra, co nie zmienia faktu, ze mala ilosc przedmiotow, lokacji i elementow czysto przygodowkowych daje jej ocene 5. A na marginesie mowie, ze ma swoj urok i mnie akurat troche wciagnela. Jedno nie wyklucza drugiego - przynajmniej dla mnie. Mozliwe, ze sie myle:)

Na sam koniec. Od czasow Paradise raczej nie popelnilem gafy, w ktorej dalbym ocene nie adekwatna do moich slow. Przejrzalem recenzje swoje i wydaje mi sie, ze jednak sie zgadzaja. A, ze wtracam elementy poetyki pokroju "brak magii, czy uroczo", to juz cechy indywidualne stylu i aranżacji tekstu.

EDIT: Gros recenzji jest pisana zanim przyszli nowi redaktorzy i istotnie panowala wtedy tendencja zawyzania ocen i oceniania wszystkiego w co da sie grac na 8-10. Dzisiaj juz tak nie jest, co pokazuja najnowsze recenzje. Jako jedni z nielicznych dalibysmy CoM ocene 5. Dwojce tylko 7. Still Life 2 - 6. Ogolnie uwazam, ze z obiektywnoscia jest calkiem niezle, choc przy recenzjach nigdy sie o tym nie mowi:)
1170 #10 TexMurphy
dnia 02.02.2010 12:20
Dokładnie, nie ma czegoś takiego jak obiektywna recenzja i przyjęcie tego faktu do wiadomości powinno być podstawą dla każdego. Każdemu się podoba co innego - to że ja uważam S&M za grę wyśmienitą i nie znam nikogo innego, którą ją za taką uważa, wcale mnie nie martwi, ani nie dziwi. Każdy ma prawo twierdzić, że jakaś gra jest świetna i każdy, że marna. Chodzi tylko o to, by ocena odzwierciedlała to, co się pisze "słowami". Ale chyba ten wątek można już zakończyć, bo raczej wszystko zostało powiedziane.

A z trochę innej beczki - sprawa "Paradise" to świetny przykład na uzasadnienie tego, dlaczego prawie wcale nie korzystam z polskich serwisów poświęconych grom. Otóż te serwisy, z których ja korzystam dały noty następujące: 7/10 (AG), 4/10 (ACG), D (w skali "szkolnej", gdzie najwyższą nota jest "A", więc "D" to po prostu tragedia; JA), B+ (Gameboomers), 6/10 (metzomagic), 74/100 (AArchiv), 73/100 (ATreff), 78/100 (ACorner). Więc nie jeden, ale literalnie wszystkie uznały, że Paradise jest grą co najwyżej dobrą, ale nic poza tym. Jak więc sam widzisz, nikt nie ocenił tej gry lepiej od Ciebie (choć byłeś surowy), ale w tym oczywiscie nie ma jeszcze niczego złego. Skoro jednak piszesz, że w polskich serwisach oceny oscylowały wokół 9-10, co - nie ukrywam - bardzo mnie zaskoczyło, to trochę to chyba daje do myślenia...
1170 #11 TexMurphy
dnia 02.02.2010 12:32
A, pominąłem AdventureLantern (78/100) i hmm... jak najbardziej polski Przygodoskop (5/10)...
210 #12 mertruve
dnia 02.02.2010 12:42
zaznaczylem - w chwili pisania recenzji. Wtedy doslownie byly 3,4 recenzje. W tym wszystie 9 i 10. Nawet CdAction. Pozniej pojawily sie duzo surowsze oceny.

Ja sie zapytalem, czy po Paradise znalazles podobne problemy. Bo zaznaczylem, ze Paradise to byla moja pierwsza recenzja dla AZ. Mam nadzieje, ze pozniejsze sa juz o wiele bardziej adekwatne ocenami do slow:)
1170 #13 TexMurphy
dnia 02.02.2010 12:49
Rozumiem, ze masz na myśli recenzje Twojego autorstwa - jeśli tak, to w wolnej chwili chetnie poczytam. Dotąd czytałem Overclocked (bo chciałem porównać ze swoimi wrażeniami) i nie mam żadnych negatywnych uwag oraz właśnie paradise (bo zaskoczyła mnie ta bardzo wysoka ocena na tle tego, co wiedziałem o opiniach na temat tej gry wcześniej :) )

Natomiast ja poruszyłem w poprzednim wpisie temat szerszy, nie mający juz związku z Twoimi tekstami, włącznie z tekstem o Paradise (bo - po pierwzze - 8+ to jednak jeszcze nie 10, a po drugie - sam tekst był dość krytyczny) - jak to jest, że u nas sypie się powszechnie "dziewiątkami" i "dziesiątkami" pisząc o grze, która gdzie indziej jednoznacznie została uznana za niezbyt rewelacyjną? Pojedyncze różnice w ocenach, nawet spore, wynikają właśnie z tego, że każdy ma swoje zdanie. Ale tu mamy już do czynienia z jakąś ogólną tendencją i dla mnie jest to zastanawiające.
210 #14 mertruve
dnia 02.02.2010 13:10
Wydaje mi sie, ze spowodowane to jest zasciankowoscia serwisow i mala profesjonalnoscia. Jednak inne serwisy (nie licze przygodoskopu) wiedza tyle o grach, co ja matematyce (a wiem naprawde malo). No i srednia wieku (wiem, wiem, ciagle o tym trabie), ale dla mnie redakcja gdzie srednia wieku to 15-16 lat, to nie redakcja, a banda dzieciakow, ktorzy bawia sie w tworzenie serwisow www, a nie profesjonalne ocenianie. Albo zjadasz zeby na tym co robisz, albo nie ma co porownywac.
729 #15 Evillady
dnia 02.02.2010 13:21
Z drugiej strony każdy, kiedyś, gdzieś zaczynał i od czegoś trzeba wyjść Wink2 Zawyżanie ocen na pewno wynika z braku doświadczenia w ocenianiu i małym ograniu. Mogę to z pełną odpowiedzialnością powiedzieć na swoim przykładzie.

Dawnymi czasy łatwo ulegałam zachwytom nad zwykłym przeciętniakiem, bo nie było mnie stać na nowe tytuły więc, jak już coś mi wpadło w ręce, to zawsze było zaskakujące, nowe i najlepsze.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Człowiek gra wiecej, głębiej siedzi w temacie, to i wymagania mu rosną i osąd staje się surowszy.

Naturalnie nie neguję tego, co napisał mert, bo to poważny problem. Narzekają na niego nawet tzw. poważne redakcje. Internet to względna wolność i dostępność wszystkiego dla wszystkich, ale skutkiem ubocznym jest zaniżanie standardów praktycznie w każdej dziedzinie.
1170 #16 TexMurphy
dnia 02.02.2010 14:39
No moi mili. Sądziłem, ze wywołany do tablicy pytaniem, jaka jest moja teoria na temat takiego a nie innego stanu rzeczy znów wbije kij w mrowisko, a tu się okazuje, że tym razem... w pełni się z Wami zgadzam. Tak, to jest wg mnie podstawowa przyczyna. Wszystkie te serwisy, z których korzystam, funkcjonują w sieci od lat i czytając zamieszczane w nich teksty mam pewność, że piszą je osoby, które po prostu znają się na tym, co piszą i mają odpowiednie doświadczenie. To oczywiście w żadnym razie nie oznacza, że gust tych osób jest zawsze zbieżny z moim - np. w przypadku JustAdventure nieraz czytuję teksty pisane z zupełnie innego punktu widzenia niż mój, ale mimo to mam pewność, że autor takiego czy innego tekst ma inne preferencje, co innego mu się podoba - ale się na przygodówkach po prostu zna. Wspomnianą recenzję Paradise na Przygodoskopie spłodził niejaki Elum, którego z przygodówkami kojarzę od wieków; czasami nasze opinie są idealnie zbieżne (Grim Fandango = szczyt szczytów gier przygodowych), czasami krańcowo różne (Tony Tough), ale mam pewność, że Elum się na przygodówkach zna. To, ze zacząłem zaglądać tutaj jest wynikiem tego, że kiedyś przypadkowo trafiłem w sieci na podcast z udziałem Evilady i Madzius i po tym, co usłyszałem, doszedłem do wniosku, że dziewczyny się na przygodówkach znają, więc zapewne warto zajrzeć do serwisu, w którym piszą. Ale to wszystko, to jednak raczej wyjątki w netowym świecie stron poświęconych grom komputerowym. Zdecydowana większość to jednak efemerydy, istniejące po kilka, w porywach kilkanaście miesięcy i zazwyczaj prowadzone przez osoby, które pewnie i mają dobre chęci, ale ani warsztatu, ani zwyczajnej wiedzy nie starcza. Czas biegnie, gdy ja zaczynałem grać w przygodówki, było normą, że tą tematyką zajmowały się osoby w wieku -nastu lat, bo starsze pokolenie po prostu kompletnie nie znało komputera. Jednak od tamtej pory minęło dwadzieścia lat i dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Oczywiście, młodzi autorzy muszą gdzieś zaczynać, to oczywiste, i jeśli piszą w serwisach, w których mają u boku osoby doświadczone, które znają się na rzeczy, w razie czego doradzą, wskażą błędy, czy wreszcie - gry, które taka osoba, nabierająca dopiero szlifów, może zrecenzować (bo np. nie wyobrażam sobie, by o ostatnich przygodach Guybrusha Threepwooda recenzje pisał ktoś, kto nie "liznął", ani Secret..., ani chociaż Curse of Monkey Island), to wszystko jest OK. Ale jeśli dana redakcja opiera sie w całości na "młodych-gniewnych", dla których dinozaurem "adventure" jest Syberia, to taki wapniak, jak ja, woli nie mieć z nią nic do czynienia...
729 #17 Evillady
dnia 02.02.2010 14:50
Adventuregamera do dziś mi szkoda Sad To była naprawdę fajna strona, robiona z pomysłem. Może jeszcze kiedyś chłopaki do tego wrócą mimo że teraz się na to nie zanosi.

Miło też wiedzieć, że podcast z naszym udziałem zachęcił kogoś do pojawienia się na naszej stronie Wink2

A wracając do tematu... Myślę, że masz dużo racji TexMurphy. Jasne, że wiek nie zawsze i nie do końca świadczy o doświadczeniu i obyciu z tematem. Czasem na takim, czy innym serwisie można znaleźć ludzi bardzo młodych, piszących dobrze i robiących to z pasją. Z opinią recenzenta nie koniecznie muszę się zgadzać. Ważne jest nie tylko co, ale i jak pisze. Teksty diametralnie różne od mojej opinii nawet wolę, bo zwykle wywołują ciekawą wymianę poglądów.

Problem polega na tym kto ma czas przebijać się przez te setki efemeryd, jak to ładnie ująłeś i szukać perełki w tym morzu internetowych osobowości?

Większość z nas ogranicza się do kilku sprawdzonych serwisów, do których mamy zaufanie i nie zaprzątamy sobie głowy innymi. Mam czasem poczucie, że sporo się przez to traci, ale z drugiej strony - nie oszukujmy się - tak jest po prostu szybciej i wygodniej.
1170 #18 TexMurphy
dnia 02.02.2010 19:06
Miałem taki dylemat przez wiele lat, próbowałem rozmaitych metod, w końcu metodą prób i błędów opracowałem pewien "system", który mi się póki co świetnie sprawdza - ale korzystam z niego zbyt krótko, by móc wyciągać ostateczne wnioski. Wybrałem sobie kilkanaście serwisów, do których profesjonalizmu mam dość spore zaufanie, potem czekało mnie sporo mrówczej pracy, bo musiałem sporządzić tabelki, w które wpisałem wszystkie gry z ostatnich kilku lat recenzowane przez te serwisy, a następnie wszystkie oceny, przez nie wystawione. Gdy to już było gotowe, przyjąłem następującą zasadę - kupuję i gram tylko w takie gry, które większość recenzji im poświęcona ocenia na co najmniej 8/10. Celowo nie wyciągam średniej, bo ona może być mylna - wystarczy, że jednej osobie gra kompletnie nie przypadnie do gustu i da jej np. 3/10, to choćby pięciu innych recenzentów dało 8, a dwóch następnych nawet 9, to i tak by nie pomogło. A tak, głos większości sprawia, że szansa na to, że w daną grę warto zagrać jest naprawdę spora. Oprócz tego gram dodatkowo także w te gry, którym co najmniej trzech recenzentów dało noty zbliżone do ideału, a więc 9-10 (względnie 85-100), nawet jeśli sytuacja będzie taka, że powiedzmy na osiem recenzji trzy mają notę 10/10, a pięć - 6/10. Wtedy co prawda większość nie osiąga "magicznej ósemki", ale fakt, iż aż trzem różnym recenzentom gra nie tylko się spodobała, ale ich wręcz zachwyciła, daje na tyle do myślenia, że na pewno warto to sprawdzić osobiście. Sądzę, że korzystając z tej metody ograniczam do minimum możliwość tego, że pominę jakiś prawdziwy hit, mam sporą szansę, że gry, które kupuję, są co najmniej bardzo solidne, a poza tym okazuje się, że jeste jeszcze jeden element, ktory mi bardzo odpowiada - jak chodzi o ostatnie kilka lat liczba gier, które zgodnie z tą metodą "kwalifikują się" do gra wynosi mniej więcej 10-15 rocznie, a jest to akurat taka liczba, na jaką mogę sobie maksymalnie pozwolić ze względu na czas.
660 #19 Madzius888
dnia 02.02.2010 21:25
I to bardzo dobry pomysł, żeby nie polegać na ocenie jednej osoby!
Dla takich osób powstały takie serwisy porównujące, jak mobygames czy polska baza recenzji :)
729 #20 Evillady
dnia 03.02.2010 08:28
Wow TexMurphy jestem pod wrażeniem tak profesjonalnego podejścia do tematu! Z czystej ciekawości - czy w Twoim zestawieniu znalazły się wyłącznie serwisy zagraniczne, czy polskie również, a jeśli tak, to jakie? Pytam, ponieważ często piszesz, że generalnie unikasz tych ostatnich...
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?