Tajne Akta 2: Puritas Cordis - recenzja
Dodane przez Kami dnia 08.07.2009 12:40

Druga część "Tunguski" była przez graczy wypatrywana od dawna, a dokładnie od zakończenia pierwszej części, które bardzo sugestywnie zapowiadało kontynuację. Poprzednio zostaliśmy zachwyceni grafiką, dobrze dobranym dźwiękiem i dużą zawartością przygody w przygodówce, za to ubodło nas rozwinięcie scenariusza i niektóre przydługie dialogi. Jak jest tym razem?



Fabuła


Kolejny raz musimy stawić czoła niebezpieczeństwu i uratować świat – tak w skrócie wygląda fabuła gry. Można by powiedzieć, że temat bardzo oklepany, ale po co zmieniać coś co sprawdza się najlepiej? Tak jest bowiem w tym przypadku. Natrafimy na wielką intrygę, kilka morderstw, porwanie, uwięzienie na statku, a wszystko to przez chciwość i zbyt wielki pociąg do władzy jednego człowieka. Wszystko zaczyna się od wycieczki Niny ku zapomnieniu po zerwaniu z Maxem. Najlepsze w takich wypadkach jest odizolowanie się od własnego środowiska i ucieczka w jakieś malownicze miejsce, gdzie można będzie uspokoić rozbiegane myśli i wypocząć. Cóż więc wybrała Nina? Oczywiście statek wycieczkowy. Niestety podróż nie okazuje się tak relaksująca, jak było to opisane w broszurce i na statku zaczynają dziać się dziwne rzeczy, do których rozwiązania zaczynamy dążyć. Napotykamy wreszcie na hasło Puritas Cordis; zagadkowy podtytuł stanowi nazwę sekty, która odgrzewa stary kotlet sprzed ponad trzystu lat i ponawia swoje przepowiednie kataklizmów, rzekomo prowadzących do apokalipsy. Gra uderza tu do bardzo realnych w obecnych czasach problemów człowieka z naturą. Co najważniejsze - w drugiej części Tajnych Akt nie ma żadnych kosmitów!





Grafika i obejście


Interfejs jest kontynuacją sprawdzonego poprzednio rozwiązania. Jak wcześniej mamy nasz ekwipunek na dole w ukrytym pasku, razem z przyciskami pomocy (lupa, która po naciśnięciu ujawnia wszystkie aktywne obszary i przedmioty), opcji i dziennika (z wpisami ważnych wydarzeń pojawiającymi się stopniowo wraz z rozwojem wypadków w grze). Za kursor służy nam myszka z podświetlonymi klawiszami – lewym, jeśli możemy użyć przedmiotu, lub prawym, gdy chcemy coś obejrzeć bądź odrzucić wybrany przedmiot z ekwipunku. Złota strzałka pojawia się na obszarach nieaktywnych, gdzie możemy jedynie podejść i w opcjach.
Grafika kolejny raz jest wspaniała. Zarówno podczas normalnego trybu gry, jak i w filmikach, chociaż w tych można zauważyć lekkie rozmycie obrazu. Postaci nie wyróżniają się znacznie od tła i jedyne czego mogę się w nich przyczepić to włosy – wciąż nie idealne, wciąż przyklepane. Szczególnie widać to w kucyku Niny, który wygląda raczej jak... powiewający kawałek materiału przyczepiony do jej głowy. Niestety, w tym temacie nie widziałam jeszcze w przygodówkach lepszego rozwiązania, więc chyba powinniśmy się cieszyć, że ten rudy materiał chociaż dostosowuje się do znanych praw fizyki.
Są jeszcze dwie rzeczy związane z grafiką, których muszę się czepić, a które nie odgrywają jednak znaczącej roli w grze. Pierwszą jest operacja plastyczna Niny. Nie wiem, czy jeszcze ktoś to zauważył, ale w nowej odsłonie Nina generalnie wygląda trochę 'lepiej', ma bardziej zaokrągloną sylwetkę w pewnych miejscach, a jej ubrania są bardziej dopasowane. Drugą rzeczą są buty, które Nina nosi na statku. Ktokolwiek z twórców był za to odpowiedzialny, powinno się go powiesić.



Dźwięk w każdej postaci


Muzyka prawie nie istnieje. Jeden utwór towarzyszy nam w menu gry i przy napisach, innego możemy posłuchać przy barze na statku i... to w sumie wszystko. Dźwięki są za to świetnie przemyślane i dobrane. Deszcz pada, wiatr wieje, w jaskiniach słychać głuchy pomruk, na wyższym pokładzie statku – fale, na dolnym – szum turbin. Świetna robota, wszystko brzmi naturalnie, a nie sztucznie.


Dialogi są bardzo dobre, lecz jest jedno ale. Nina wygłasza swoje myśli na jakiś temat, kończy zdanie, a tu nagle kolejne mówi kilkanaście tonów głośniej, po czym wraca do 'normalnego' tonu. Jest to bardzo irytujące, szczególnie jeśli gra się w słuchawkach. Starałam się dostrzec, czy jest to celowy zabieg, aby gracz nie przegapił jakiejś ważnej kwestii, ale nie. Dzieje się to losowo, może dotyczyć nawet obejrzenia nic nie znaczącego przedmiotu.





Spolszczenie


Wykonane poprawnie, bez większych gaf. Tłumaczenie ma formę kinową – tylko napisy do oryginalnych dialogów. Nie jest zrobione dosłownie, część rzeczy jest przeinaczona, aby lepiej pasowała dla polskiego odbiorcy i bardzo dobrze.



Na czas?


Mogę z czystym sumieniem i wielkim zadowoleniem powiedzieć – nie! Nie ma żadnych czasówek, tylko stare dobre zagadki i łamigłówki. Ktoś mógłby się przyczepić do końcowego zadania, ale tak naprawdę jest tam tylko ograniczony czas na jedną lokację, na której może przebywać postać. Kiedy ten minie, sama automatycznie przechodzi do innej. Jeśli chodzi o poziom trudności gry, to tu można doświadczyć lekkiego zawodu. O ile będziemy bowiem oglądać wszystkie zdobyte przedmioty i czytać wszystkie notki oraz dokumenty, nie powinno być większych problemów w grze. Czasami jednak trzeba ruszyć mózgownicą, aby wymyślić dlaczego tak, a nie inaczej, ponieważ zagadki są głównie oparte na logice. Ich poziom można więc ocenić na średnio zaawansowany.





Czyli jak?


Dobrze. Powiem nawet – bardzo dobrze. Gra zdecydowanie została przemyślana i poprawiona w stosunku do poprzedniczki, dialogi skrócono, wykopano kosmitów, a całą grę jeszcze podkręcono, co widać np. w bardziej kształtnej postaci Niny i ogólnej rozgrywce. Całość wydaje się po prostu o poziom lepsza. Można wyłapać jednak małe błędy typu – główny zły charakter ma bliznę na prawym policzku, jednak w miniaturce, która pojawia się przy dialogach ma już bliznę po lewej stronie; w menu użyto czcionki, w której 'c' wygląda jak 'o' i tak powstają 'opoje' zamiast 'opcje'.
Twórcy postarali się zawrzeć humorystyczne uwagi, tyczy się to szczególnie Niny. I tak np. w komentarzu do swojej torebki twierdzi, iż trzyma tam dorobek życia, a opisując głośnik na statku, mówi że zapewne kapitan informuje tą drogą pasażerów o fakcie, iż toną. Jednak w końcu trochę z tym humorem przesadzili. Gdy Nina powie, że 'to nie jest gra, a rzeczywistość', to można się uśmiechnąć, ale tylko raz. Jak zaczyna to powtarzać, bynajmniej nie jest to już śmieszne, a bardziej irytujące.


Duże rozczarowanie sprawia samo opakowanie. Gra wygląda bardziej niż przeciętnie. Biorąc pod uwagę jej cenę, byłam mocno zniesmaczona tym faktem. Poprzednia część była tańsza oraz opatrzona w kartonik i jedno z tych szerszych opakowań, aby wyglądało, że w środku jest więcej, wraz z instrukcją i albumem w kolorze, a ta? Ot zwykłe opakowanie, w środku zwykła instrukcja (czarno-biała!) i zwykła płytka. Żadnego poradnika, specjalnie dołączonych concept artów w książeczce, na której widać każdy odcisk palca, nic dzięki czemu nabywca mógłby poczuć, że jak już wydaje taką sumę, to przynajmniej jest potraktowany lepiej. Czy gra broni się sama? Powiedziałabym, że tak, ale od poprzedniej różni się tylko brakiem znudzenia dialogami, fabułą i brakiem rozczarowania na końcu. To ma być warte ceny wystarczającej prawie na kolejny egzemplarz Tunguski i gorszego opakowania? Co się stało, Cenego? Kryzys was dopadł?



Gra jest długa, tyle jeszcze dopowiem na zakończenie. Średnio zapewnia 10-11 godzin rozrywki, więc jak już się zacznie, to można sobie pograć bez obawy, że za cztery lokacje zobaczymy napisy końcowe. Poza tym świat Tajnych Akt nie rozczarowuje. Bądź co bądź jest to jednak prawdziwa przygodówka, a nie podróbka naginająca gatunek. Naprawdę warto, nawet jeśli zawinięta jest w drut kolczasty, który stanowi cena.











8 PLUSY:

fabuła
+ grafika
+ zagadki
+ dźwięk
+ polonizacja
MINUSY:

zmienna głośność dialogów
- cena przy premierze


autorka: Kami