Toren - recenzja
Dodane przez Kami dnia 15.05.2015 22:46

Opowieść ma różne oblicza. Może być przyziemna lub epicka, rzewna bądź z humorem. Toren natomiast eksploruje inną ścieżkę, która bynajmniej nie jest dla każdego.



Toren


Pierwsza gra brazylijskiego studia Swordtales od razu przykuwa uwagę. Interesująca grafika, młoda i waleczna dziewczyna oraz smok. Toren jednak łapie z zaskoczenia i przedstawia zupełnie inną historię, niż można by się tego spodziewać. Już na wstępie oglądamy cut-scenkę porażki głównej bohaterki, która wydawać by się mogło, jest również zakończeniem gry. Nic bardziej mylnego. Co prawda wciąż czeka na graczy motyw przewodni podróży, ale nie jest to tylko wędrówka do rozprawienia się ze smokiem.



Pad albo śmierć


Toren oznacza w języku holenderskim wieżę i to ona stanowi epicentrum wszystkich wydarzeń. Tytuł pochodzi od dzieł Pietera Bruegela starszego, przedstawiających Wieżę Babel (Toren van Babel), więc adekwatnie do tytułu, naszym celem jest naprawa występków ludzkości. Gra ma bardzo głęboką i przeintelektualizowaną fabułę, przez co większość graczy może mieć problemy z jej zrozumieniem. W dodatku twórcy nie ułatwiają tego zadania, wplatając części historii w opcjonalne sekwencje snów, z których dwa są bardzo łatwe do przeoczenia. Z zakończenia łatwo domyślić się, iż chcieli zachęcić graczy do ponownego przejścia gry, ale w moim odczuciu zrobili to w niewłaściwy sposób.



Toren


Ukończenie gry zajęło mi dwie godziny. Przy czym kilka razy powtarzałam niektóre fragmenty, ponieważ nasza bohaterka może bardzo łatwo zginąć. Jest to w pewien sposób część fabuły, jednak główną przyczyną mojej częstej niezdarności nie był poziom trudności, a sterowanie. Do rozgrywki zalecane jest użycie pada i na miłość boską – użyjcie pada. Sterowanie klawiaturą i myszą jest strasznie uciążliwe i w moim przypadku bardzo rzutowało na odbiór gry. Często czułam się zirytowana lub po prostu zmęczona nieustanną walką ze strzałkami. Tym bardziej, że kamera przez większość czasu nie jest zawieszona za plecami bohaterki, a ukazuje specyficzne dla gier konsolowych ujęcia. Z jednej strony gra wygląda dzięki temu lepiej (bardziej filmowo), a z drugiej cierpią przez to gracze pecetowi.



Toren Toren Toren


Często przed pewną śmiercią ratowała mnie sama bohaterka. Słowo daję, ta dziewczyna potrafi się łapać krawędzi lepiej niż Lara Croft. Jednak jej zaradność czasami działa aż do przesady, kiedy nagle wykonuje półkilometrowy skok, by dolecieć do drugiego brzegu. Fizyka w grze pozostawia dużo do życzenia.



Bobas w kałuży krwi


Toren świetnie spisuje się w prowadzeniu gracza przez swój świat. Mimo, że rozgrywka jest liniowa, to nie czułam się w żaden sposób ograniczona. Z kolei proste zagadki sprawiają, że całość ma dobrą dynamikę. Jedyną wadą we flow gry są tak naprawdę punkty zapisu, które potrafią być dość znacznie od siebie oddalone.



Toren


Gra ma kilka bardzo niepokojących motywów, a jednym z nich są właśnie punkty zapisu, które rozpoznacie po kałuży krwi na podłożu. Natomiast gdy nasza bohaterka, nazywana dzieckiem księżyca, spotka swój rychły koniec, pojawi się ponownie jako bobas w takiej właśnie kałuży krwi, by w magiczny sposób dorosnąć do wieku, w którym przed chwilą zginęła. Bez komentarza.



Toren Toren Toren


Produkcja zmaga się też z poziomem wykonania. Zdecydowanie widoczny jest charakterystyczny dla Toren styl graficzny, ale z jakiegoś powodu wstawki z krótkimi wierszykami, za pomocą których opowiadana jest większość fabuły, wyglądają strasznie prostacko. Fakt, że napisy końcowe są pod względem graficznym najlepszym elementem gry chyba mówi sam za siebie. Poza tym często można zobaczyć przenikające się przedmioty i znikające ścianki. Tak samo jest w przypadku dubbingu. Raz jest, raz go nie ma i gracz jest zmuszony do czytania napisów. Nie widać w tym żadnej reguły.



Toren


Ukryte piękno


Toren jest pełne dobrych pomysłów, które opuściły studio developerskie zbyt szybko. Jak np. bardzo ciekawa mechanika usypywania znaków z piasku, która ginie pod naporem uciążliwego sterowania. Produkcja nie jest też wolna od wielu błędów technicznych (chociażby aktywacja zdobytych osiągnięć Steam dopiero po wyłączeniu gry). Z jednej strony intryguje, a z drugiej wręcz zniechęca do dalszej rozgrywki. Fabuła, choć piękna, to przedstawiona w zbyt skomplikowany sposób (nawet za głaskaniem jelonka kryją się niecne plany producentów). Gra, gdzie wszystko ma swoje drugie dno, jest jak obraz Jacksona Pollocka. W gruncie rzeczy, niewiele osób zobaczy ukryte znaczenie w kilku plamach na płótnie.














5 PLUSY:

intrygująca gra pozorów
+ prowadzenie gracza
+ własny styl graficzny
MINUSY:

zbyt inteligentna dla własnego dobra
- opcjonalne zadania zawierające informacje fabularne
- koszmarne sterowanie na PC
- odpychające motywy
- niedopracowana technicznie


Autorka: Kami


Na podstawie wersji Steam. Wszystkie screeny autorstwa własnego.