Black Viper: Sophia's Fate - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 26.11.2014 18:21

Sophia nie czułaby się źle wśród komiksowych superbohaterów, a to za sprawą podwójnego życia, jakie prowadzi. Wszak sporo herosów dzieli podobny los i posiada drugą tożsamość. W ciągu dnia młoda kobieta pracuje jako policjantka, podczas gdy po zmroku przywdziewa obcisły czarny kostium, przeistaczając się w złodziejkę o pseudonimie Black Viper. Takie porównanie nie przemawia jednak na korzyść perypetii Sophii, gdyż pozostają one w tyle za wieloma superbohaterskimi historiami.



Wyżej przytoczona panna jest tytułową protagonistką casualowej gry pt. Black Viper: Sophia’s Fate. Produkcja rozpoczyna się krótkim wstępem, w trakcie którego nasza heroina przedstawia podstawowe informacje na temat własnej osoby. Nie ma zresztą zbyt wiele do opowiadania, a w szczególności jeśli chodzi o okres dzieciństwa. Bardzo oszczędna prezentacja wynika po części z faktu, iż Sophia nie pamięta praktycznie niczego sprzed 10 roku życia. Dlatego też dzień, w którym znaleziono ją na terenie miasta Trinitatis, uznaje poniekąd za swoje symboliczne urodziny.



Black Viper


Pogmatwane śledztwo



Co do aktualnej sytuacji kobiety, szerszy wgląd w ten rozdział jej życia przynosi właściwa akcja gry, kręcąca się wokół pracy bohaterki. Mianowicie Sophii zostaje przydzielona sprawa zbrodni, do jakiej doszło w rezydencji wpływowej rodziny Octurni. Ofiarą jest pani domu, natomiast małżonek denatki posiada mocne alibi na czas popełnienia morderstwa. Po zbadaniu miejsca zbrodni i rozmowie ze świeżo upieczonym wdowcem, policjantka nabiera pewności, iż ma do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż na przykład zabójstwo na tle rabunkowym. A jako że nie może sprawdzić wszystkich tropów bez odpowiedniego nakazu, musi sięgnąć po mniej oficjalne metody, myszkując tu i ówdzie w przebraniu Black Viper.



Niespodzianek nie będzie – Sophia miała dobre przeczucia, ponieważ ze śmiercią bogatej kobiety wiążą się inne tajemnice. Z jednej strony, doceniam fakt, iż twórcy gry nie omieszkali pokomplikować całej historii. Bohaterowie produkcji skrywają różne sekrety, a nasza podopieczna wpada na trop tajnego ugrupowania oraz afery przywodzącej na myśl filmy szpiegowskie. Z drugiej, efekt końcowy trudno uznać za satysfakcjonujący. Po prostu trochę za dużo tego wszystkiego, co przełożyło się na niedostateczne rozwinięcie i połączenie poszczególnych wątków. W konsekwencji fabuła wydała mi się miejscami nieco chaotyczna, a przez to niezbyt angażująca. Szkoda, bo w przygodach Sophii alias Black Viper tkwił pewien potencjał.



Black Viper


Urozmaicone HO



Pod względem mechanizmów rozgrywki, produkcja wpisuje się w popularny wśród niedzielnej braci nurt gier, gdzie zabawę typu hidden object ubarwiają elementy znane z klasycznych przygodówek. Podczas szukania ukrytych szpargałów, do naszej dyspozycji zostanie oddana opcja powiększania obrazu. Taką funkcję spotkałam wcześniej w Hidden Memories of a Bright Summer, lecz w Black Viper aktywuje się ją w wygodniejszy sposób, kręcąc rolką myszy zamiast lecieć z kursorem do górnego rogu ekranu. Pomimo udostępnienia owego udogodnienia, niektóre przedmioty i tak ciężko dostrzec. Na szczęście zaimplementowano też w grze system podpowiedzi, polegający na wskazaniu lokalizacji losowego rekwizytu spośród obiektów, których nie zdołaliśmy jeszcze wypatrzyć. Co prawda w danym momencie liczba wskazówek jest ograniczona, ale owe koła ratunkowe odnawiają się po jakimś czasie.



Jeśli chodzi o klasyfikację scen HO, dominują dwa rodzaje takich plansz. Pierwszy to podstawowe wyłapywanie wzrokiem rzeczy, których nazwy wymieniono w spisie u dołu ekranu. Druga grupa obejmuje z kolei wskazanie właściwych przedmiotów na podstawie ich konturów. Oprócz tego, deweloperzy dodali kilka fragmentów, które pozwalają w pewnym sensie podpiąć się pod wyszukiwanie ukrytych obiektów i jednocześnie odstają od standardowych scen tego typu. Przykładowo będziemy musieli wyłączyć lasery dostrzeżone przy pomocy specjalistycznych okularów, a kiedy indziej zaznaczyć na planszy miejsca, które umożliwią bohaterce bezproblemowe przemknięcie po strzeżonym terenie.



Black Viper


Partie, w których Black Viper: Sophia’s Fate próbuje upodobnić się do tradycyjnej przygodówki, nie odbiegają od zadań z innych casualowych projektów. Badając tajemnice rodu Octurni, stawimy więc czoła takim zagadkom logicznym jak chociażby zabawa z wytrychem, minigierka w stylu Bejeweled czy rozmaite układanki. W paru przypadkach przyjdzie nam również zrobić użytek z nielicznych rekwizytów, które trafią do ekwipunku. Łamigłówki cechują się zróżnicowanym stopniem skomplikowana i zazwyczaj można je pominąć, jeśli sprawiają zbyt wiele trudności. Wyjątek stanowią pojedyncze zadania, które rozwiązujemy na głównej planszy zamiast w oddzielnym oknie. Nie są one jednak aż tak wymagające, aby zaciąć się na amen.



Skoro już zahaczyłam o kwestię ewentualnego utknięcia w grze, chciałabym zwrócić uwagę na pewną rzecz. Otóż w trakcie rozgrywki niekiedy kręciłam się po planszach, rozmyślając nad tym, jaką czynność powinnam akurat wykonać. Wprawdzie czysto przygodowe fragmenty posiadają opcję wskazania niezbędnego w danej chwili punktu (przejście do innego pomieszczenia, przedmiot do zabrania itp.), ale czasami bywa ona zawodna. Ponadto denerwowały mnie sytuacje, kiedy wyjście z bieżącej lokacji mieściło się w dolnej partii ekranu. To samo miejsce zarezerwowano też dla ekwipunku, przez co próby opuszczenia planszy często skutkowały niepożądanym otwieraniem inwentarza.



Black Viper


Twoja twarz wygląda znajomo



Wizualna strona produkcji prezentuje się nierówno. O ile parę lokacji wygląda nieźle, o tyle nie brakuje teł, które nie grzeszą urodą bądź są aż nadto zagracone. Poza tym, nie podobał mi się swego rodzaju chaos, jaki wywoływało wymieszanie nowoczesnych pomieszczeń z salami pełnymi starych rekwizytów. Co do postaci, zastrzeżenia mam odnośnie metamorfoz, jakim czasami ulegają. Zmianę fryzury czy koloru włosów da się usprawiedliwić, ale nie widzę żadnego wytłumaczenia dla zupełnie innych rysów twarzy. Mało tego, w niektórych momentach główna bohaterka wygląda niczym młoda Sophia Loren. Z kolei szef kobiety w jednej ze scen nagle staje się podobny do Eda Harrisa. Animacje w Black Viper są co najwyżej szczątkowe, a o przysłowiową pomstę do nieba wołają momenty, kiedy postaci otwierają usta. Twórcy powinni sobie darować skokowo opadające szczęki, zwłaszcza że nie uświadczymy tutaj voice actingu. Zdecydowanie lepiej wypada za to całkiem nastrojowa muzyka.



Black Viper Black Viper Black Viper


Ukończenie Black Viper: Sophia’s Fate zajęło mi mniej więcej cztery godziny, co stanowi zadowalający wynik. W ogólnym rozrachunku nie mogę jednak polecić owej produkcji, tym bardziej że casualowy rynek nie cierpi na niedostatek wartościowych pozycji. Gdyby twórcy posiedzieli trochę dłużej nad przygodami Sophii i dopieścili poszczególne aspekty gry, prawdopodobnie otrzymalibyśmy solidny produkt. Niestety, tak się nie stało. Do zakupu nie zachęca również aktualna cena gry na platformie Steam – 9,99 euro to za dużo jak na niedopracowany tytuł.















4,5 PLUSY:

możliwość powiększania obrazu
+ fragmenty odbiegające od standardowych scen HO
+ niektóre tła
+ niebrzydka muzyka
+ przyzwoity czas rozgrywki
+ fabule nie można odmówić potencjału,…
MINUSY:

… ale go odpowiednio nie wykorzystano
- niektóre przedmioty są aż nadto niewidoczne
- czasami nie wiadomo, co robić
- niewygodne opuszczanie lokacji, gdy wyjście mieści się w dolnej części ekranu
- obecność zaśmieconych i niezbyt ładnych plansz
- błyskawiczne „operacje plastyczne” u wybranych postaci
- ubogie animacje
- brak dubbingu


Autorka: crouschynca