The Inner World - recenzja
Dodane przez Kami dnia 09.11.2013 09:39

Fani przygodówek – cieszmy się! Oto kolejne niemieckie studio, które postanowiło zrobić grę właśnie dla nas. Fizbin zaczął swoją karierę od mniejszych projektów, więc jego pracownicy zapewne mocno trzymali kciuki za powodzenie pierwszej większej gry. Na szczęście nie poprzestali tylko na tym. Ich przygodowy debiut aż bije w oczy stopniem dopracowania. King Art – wasz Raven może się schować!



Oczywiście The Inner World i The Raven - Legacy of a Master Thief mają bardzo mało ze sobą wspólnego, ale ten pierwszy prezentuje dokładnie to, czego szukałam w drugim. Oryginalność, jednolitość i fabułę, którą mogę poznać w całości bez powtarzania już rozegranych fragmentów. Przede wszystkim jednak produkcja studia Fizbin nie porywa się z motyką na słońce. Trudno tam szukać szczegółowych postaci rodem z Daedalica, za to istniejące modele poruszają się bardzo płynnie, a podczas rozgrywki zobaczymy więcej cut-scenek niż można by uznać za potrzebne.





Jak to mówią – proste rozwiązania są czasem najlepsze i tu zobaczymy dobry tego przykład.



To co się wybija


Pierwsze co dostrzeżemy po rozpoczęciu rozgrywki (albo i przed) to świetne UI. Dosłownie zlewa się z resztą i nie miałam poczucia, że na samą grę jest nałożona jakaś nakładka, która umożliwia mi podgląd zawartości kieszeni głównego bohatera, sterowanie, czy sprawdzenie interaktywnych punktów lokacji. Co prawda wyraźnie projektowany z myślą o ekranach dotykowych (trochę musiałam się przyzwyczajać do przeciągania przedmiotów z inwentarza), ale sprawdzający się również z użyciem myszy. Od razu pomyślałam, że grze poświęcono wiele dodatkowych godzin i starannie zadbano o markę, co tak często jest niestety zaniedbywane.



The Inner World


Życie pod ziemią


No dobra, ale o czym tak właściwie jest ta gra? Wyobraźcie sobie świat stworzony z samej ziemi, gdzie głęboko w środku znajduje się nieprawdopodobna, sferyczna kraina. Zasilana przez trzy fontanny wiatru, stanowiące jedyne źródło powietrza, potrzebne tak samo do oddychania, jak i zasilające ogień oraz płynące z niego ciepło. Asposia nie jest jednak w najlepszym dla siebie okresie, ponieważ już tylko jedna z fontann wydobywa z siebie cenny zasób, a tajemniczy bogowie Basylianie nękają mieszkańców i sieją strach zamieniającym w kamień spojrzeniem.



W całym tym zgiełku poznajemy Roberta, ucznia Conroya (mnicha wiatru przy ostatnim źródle i jego przybranego ojca). Nasz bohater wychowywany w pieleszach zamku nie zna realiów świata zewnętrznego, więc razem z nim będziemy poznawać rozległą Asposię i poszukiwać przyczyny wysychania fontann. Sprytny myk, dzięki któremu tłumaczenie co jest czym, jak się nazywa i co robi jest w pełni naturalne.



The Inner World


Zmiana biegu


Rozgrywka zajmuje od 6 godzin wzwyż i cokolwiek o tym pomyślicie, uwierzcie, że nie jest to mało. The Inner World nie jest grą dla wielbicieli akcji. Tempo często zwalnia kroku na wielu zagadkach i rozległych dialogach.



Dialogi w zasadzie zaliczyłabym do mniej udanych elementów. Temat wybieramy poprzez kliknięcie odpowiedniego obrazka, co akurat bardzo pasuje do całej oprawy, ale czasami musimy powtarzać dany temat. W zasadzie nie czasami, a bardzo często. Minus polega na tym, że nigdy nie wiemy co czai się za kolejnym powtórzeniem. Nieraz taka akcja będzie wymagana do posunięcia fabuły naprzód, więc przyjdzie nam nasłuchać się bardzo, bardzo wiele podczas wyczerpywania kolejnych tematów. Ostrzegam, że może to być męczące.



The Inner World The Inner World The Inner World


Po lewej: wybór tematów dialogu; w środku: jedna z najlepszych zagadek The Inner World.


Za to zagadki są naprawdę świetne i bardzo pomysłowe. Na pierwszy rzut oka niektóre mogą wydać się mało logiczne, ale wystarczy posłuchać tego, co mówią nam postacie drugoplanowe i wszystko staje się jasne. Z kolei mała znajomość bohaterów nasunie na myśl, że większość z zadań to niepotrzebne kłody pod nogami. Tak jak mówiłam – to nie jest gra dla fanów szybkiej akcji. Poświęcona uwaga zostaje jednak sowicie nagrodzona.



Z instrukcją


W pięciu rozdziałach The Inner World nie odwiedzimy zbyt wielu lokacji, ale dostaniemy prawdziwy ogrom zadań do wykonania. Często będziemy też łączyć coś w inwentarzu i oczywiście nie zabraknie łamigłówek, aczkolwiek moim osobistym faworytem było pieczenie klucza.



Praktycznie przy każdej czynności będzie towarzyszyć nam humor, w większości oparty na Robertowej nieznajomości świata i jego naiwności. Chociaż szybko dołączy do nas poszukiwana za publiczne żucie gumy Laura, która dobrze balansuje fabułę (szczególnie, że raz będzie można nią pokierować). Dziewczyna zna Asposię aż za dobrze, a jej praktyczne podejście do życia stanowi dokładne przeciwieństwo głównego bohatera.



The Inner World


Hotspoty


Ważnym elementem gry jest system pomocy. Polecam sprawdzić choćby z ciekawości, bo to prawdziwy majstersztyk. Wielostopniowy i szczegółowy, zapewnia cały asortyment podpowiedzi. Od lekkiej sugestii do dokładnej instrukcji i zawsze wie co gracz teraz robi, co już zrobił i zapewnia pomoc przy wszystkich czynnościach. Wszystkich. W dziedzinie systemów pomocy chyba nie ma sobie równych. Mamy również możliwość ujawnienia hotspotów przez przytrzymanie LPM, ale co ciekawe, brak opcji zapisu. Automatycznie używany jest autosave i cały progres regularnie nadpisywany.



Zbyt prosto?


Jak już wspomniałam na początku, The Inner World nie padło ofiarą wygórowanej ambicji. Dlatego grafika nie jest szczególnie wyszukana, choć trzeba przyznać, że w niczym to nie przeszkadza. Modele postaci są bardzo surowe (nie mają nawet szczątkowego cienia, który był widoczny na pierwszych screenach). Tła, choć bardziej bogate w szczegóły, wyglądają jak stworzone w mniejszym rozmiarze i powiększone (tzn. rozmazane). Najbardziej cierpią na tym cut-scenki, w których jest przybliżenie na daną postać. Kontrast pomiędzy jednolitym blokiem koloru stanowiącym twarz, a zamazanym tłem jest ogromny. Szczególnie w jednej z ostatnich scen, gdzie wygłaszane przez jakąś zupełnie nową i przypadkową postać kwestie były tak sztuczne, że nietrudno tam o facepalm.



The Inner World The Inner World The Inner World


Po lewej: scena z cut-scenki - prosty model postaci wybija się na rozmytym i bardziej szczegółowym tle; w środku: Laura jedynie wygląda jakby mogła sięgnąć do przedmiotu wyżej; po prawej: jedna z nielicznych niezgodności w napisach.


Trzeba też przyznać, że czasami widoczne na cut-scence zmiany nie mają odbicia w wyglądzie postaci po jej zakończeniu. Małe szczegóły, ale jednak istnieją.



Twórcy żartują sobie na trailerze, że gra nie jest stereoskopowa, ale myślę, że przesadzili już z brakiem powiększania/pomniejszania postaci poruszającej się względem osi Z w danej lokacji. Wynik jest taki, że postać przechodząc np. z jednej strony mostu na drugą mówi ni stąd, ni zowąd iż dana rzecz jest zbyt wysoko, podczas gdy wyraźnie mogłaby po nią sięgnąć.



Familijnie


Sama Asposia jest naprawdę uroczym światem. Aż przychodzi na myśl Botanicula, gdzie co chwile rzucało mi się na usta Kawaii!. Pełno tam jest nazw typu „Fosfos”, które kojarzą mi się z czymś słodkim i puchatym, a sama gra ma u mnie szczególne względy za użycie „Pfft!” w dialogu. Fakt jest taki, że w Asposii spędza się bardzo miło czas, aczkolwiek nie polecałabym gry dla młodszych dzieci.



The Inner World


Inwentarz i kapka humoru.


System podpowiedzi to jedno, ale mimo rysunkowej oprawy jest tam kilka dorosłych motywów, jak np. rozdwojenie jaźni z powodu braku akceptacji wydarzeń. Może jest to coś na co można by przymknąć oko i pomyśleć, że dziecko po prostu inaczej to odbierze, ale nie można już zignorować wulgarnego języka podczas kłótni dwóch… em, żeńskich postaci. Głównie mam tu na myśli jedno słowo, więc może nie jest aż tak źle, ale rodzice – przestrzegam. Inna sprawa, że to słowo w ogóle twórcy mogliby sobie odpuścić. Grając, czułam się trochę jakbym właśnie dostała z plaskacza, bo tak to tam pasowało, że aż wcale.



Robert


Mam jednak kilka zastrzeżeń co do zachowania głównego bohatera, ponieważ nie przeżywa on żadnego widocznego rozwoju podczas swojej podróży. Im dalej idziemy, tym silniejsze jest wrażenie, że to już dla niego za dużo i wszystko to jest bardzo męczące. Zaczęłam odczuwać, że to ja tu wszystkim kieruję i podpieram go ramieniem ciągnąc dalej. O jakiejkolwiek immersji nie było już mowy. Wszystko to wina dubbingu, który nie miał najwyraźniej zbyt dobrej opieki reżysera. W większości nie mam do niego zastrzeżeń, a użycie różnych akcentów u postaci drugoplanowych przypadło mi do gustu. Jednak są momenty, kiedy słychać brak większej uwagi przy nagraniach.



The Inner World


Nigdy też nie dowiedziałam się skąd brało się upodobanie Roberta do Laury. Chłopak praktycznie nie wie nic o normalnym życiu, ale wie, że chce zdobyć dziewczynę? Przez większość czasu kojarzył mi się z małym dzieckiem, które musi się jeszcze wiele nauczyć, a z tego co pamiętam, wszyscy w przedszkolu reagowali na oznaki czułości pomiędzy dorosłymi głośnym Fuuuj!.



Przygoda dla wielu


The Inner World to przeurocza gra, z którą można spędzić miło czas, o ile nigdzie nam się nie śpieszy. Ogrom świetnych zagadek i łamigłówek będziemy rozwiązywać w akompaniamencie dobrej dawki humoru i przyjemnej, choć nie wybijającej się muzyki. Dzięki świetnemu systemowi pomocy, po grę może sięgnąć nawet największy z casualowców.



Prosta grafika może wydawać się zbyt surowa, ale poszczególne elementy gry w akcji tworzą bardzo silny klimat. Szkoda, że ostatecznie może wybić z niego kulejący od czasu do czasu dubbing i zbyt długie dialogi, które pozornie są opcjonalne.












7 PLUSY:

świetne UI
+ wiele pomysłowych zagadek i łamigłówek
+ humor
+ wielostopniowy system pomocy
MINUSY:

nie dla wielbicieli akcji
- brak opcji zapisu (autosave)
- przydałaby się lepsza opieka reżysera podczas nagrań dubbingu


Autorka: Kami