Goodbye Deponia - recenzja
Dodane przez Kami dnia 17.10.2013 23:52

To jest to. Ostatnia część Deponii, w której Rufus w końcu trafi na Elizjum. Czy aby na pewno? Poprzednie części nauczyły nas już, że jedno czego możemy być pewni, to to, że nigdy nie będzie nam dane postawić stopy na czystym kawałku chodnika.



Goodbye Deponia


Deponia ma niezwykle obszerną fabułę, w której autor miał bardzo dużo do powiedzenia. Bardzo dużo. Nagle przyszła trzecia część, w której trzeba już wszystko zakończyć i okazało się, że została jeszcze połowa scenariusza. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, ponieważ w Goodbye Deponia będziemy głównie z kimś rozmawiać, słuchać innych lub oglądać cut-scenki. Sam tutorial trwa całe wieki. Co za ironia, że jedna z postaci stwierdza tam, iż nikt nie potrzebuje samouczka do gry przygodowej.



Oczywiście nie znaczy to, że fabuła jest zła. Niemniej jednak nie polecam grania w trzecią część bez znajomości dwóch poprzednich. Scenariusz jest tak złożony, że łatwo zagubić się w całości.



Dwa oblicza Rufusa


Oczywiście ponownie naszym głównym celem jest wydostanie się z rodzimej planety. Po drodze jednak przejdziemy się ścieżką zniszczenia i chaosu, czyli po prostu kolejny raz pokierujemy Rufusem, który w trzeciej odsłownie przechodzi samego siebie. Od Chaos on Deponia nasz bohater pokazywał coraz więcej chamskich zachowań, a teraz… no cóż, gra ma PEGI 12 i to z dobrego powodu. Szczerze mówiąc, ja bym nawet wlepiła szesnastkę. Pod osłoną slapsticku poruszane są tematy sensu życia, straty, pedofilii, seksizmu, stereotypów, handlu ludźmi i można by jeszcze wymieniać. W dodatku robione jest to w taki sposób, że pewnie większość z Was będzie się śmiać na scenie śmierci.



Goodbye Deponia


Wszystko to jest ok, o ile w rzeczywistości macie świadomość, że pewne rzeczy nie powinny być pochwalane. Z kolei gracze wyczuleni na tego typu tematy powinni w ogóle ominąć tą grę szerokim łukiem.



Dotyczy to jednak drugiej części Goodbye Deponia, ponieważ pierwsza połowa jest rzeczywiście zabawna i nie raz wybuchałam głośnym śmiechem. Gra obfituje w czarny humor, który jak najbardziej podpada pod moje gusta. Niestety dalej coś już zaczyna być nie tak i pierwszy raz zwróciłam na to uwagę słysząc wulgarne określenie w pioseneczce oddzielającej rozdziały. Jest miejsce i czas na wszystko, a to pasowało tam równie dobrze, co młot pneumatyczny do przedszkolanki. Później niby dalej jest śmiesznie, ale… Rufus znowu zamienia się w zwyczajnego chama i w sumie nie wiadomo właściwie dlaczego.



Goodbye Deponia Goodbye Deponia Goodbye Deponia


Jednym z najlepszych przykładów na zwrot o 180 stopni jest jego reakcja na opinię o samym sobie. W pierwszej części czuje się zraniony tylko dlatego, że koledzy znaleźli mu zajęcie mające na celu pozbycie się go na jakiś czas. Natomiast w drugiej części jeden z nich w końcu powie Rufusowi kilka ostrych słów o tym jak wszystko niszczy i nikt go nie lubi. Dotknie go to? A gdzie tam.



Przyganiał kocioł garnkowi…


Pomijając jednak niesmaczne „żarty” w drugiej części jest jeszcze jeden aspekt, który twórcy mogliby już sobie podarować. Są to przytyki do innych firm. Krytykowanie polityki fiskalnej EA chyba już wszystkim się trochę przejadło, a żart „Co jest długie i cienkie? Fabuła Tajnych Akt Tunguska”... ech, serio? Są gry, w których takie przytyki są zabawne, ale też dlatego że są lekkie w swojej formie. Jest wąska granica pomiędzy żartami, a zwykłym szczeniackim zachowaniem. Goodbye Deponia przekracza tą granicę wielokrotnie. Hejterzy świata – oto gra dla Was.



Kontynuacja zrobiona dobrze


Pomijając jednak osobliwą dwulicowość gry i dość męczące szczeniactwo Rufusa, jest to bardzo dobra kontynuacja. Świetny przykład na to, jak można zrobić kolejną część. Prawie wszystkie lokacje są nowe (barwne i utrzymane w znanej stylistyce), zostało dodane sporo nowych utworów (świetny kawałek grany przed wejściem do obozu ruchu oporu, a także hymn Organonu), dubbing wydaje się bardziej naszpikowany emocjami, jest więcej animacji postaci (chociaż ich płynność jest nadal wątpliwa) i cut-scenek. Ogólnie ma się poczucie, że grze poświęcono więcej czasu i bardziej ją dopracowano. Czyli dokładna odwrotność dalszych części The Raven.



Goodbye Deponia


W dodatku jest tu pokazane jak dobrze czerpać inspiracje i tworzyć nawiązania nawet do zupełnie innych gatunkowo gier jak Surgeon Simulator 2013. Dziobaki również mają swój comeback.



Instrukcja siania spustoszenia


Trzecia część zajmuje 10+ godzin, czyli zdecydowanie więcej niż poprzednie odsłony. Na pewno ma na to wpływ druga, zdecydowanie trudniejsza część gry w której natrafimy na kilka zagadek rozwiązywanych bardziej z rozpędu, niż z sensem. Prócz kilku niepotrzebnych utrudnień zagadki są głównie logiczne, aczkolwiek trzeba tu wziąć pod uwagę, że jest to w dużej mierze logika Rufusa równająca się masywnym zniszczeniom. Druga część stoi na tym polu lepiej.



Goodbye Deponia


To gdzie góruje trójka, to minigierki, które w rzeczywistości są łamigłówkami. Można je pominąć, ale są naprawdę świetnie i pomysłowo zrobione, więc zachęcam aby trochę się pomęczyć. Każda ma dołączoną instrukcję, więc nigdy nie ma problemu z rozwiązaniem przez brak wiedzy o tym co należy zrobić. Duży plus.



Jak zwykle mamy możliwość pokazania wszystkich hotspotów, ale i brak systemu podpowiedzi, który szczególnie w drugiej części gry (gdzie przyjdzie odczuć liniowość) byłby bardzo przydatny.



Sprawa zamknięta?


Zakończenie jest otwarte, więc mimo iż niby żegnamy się z Deponią, to jednak możemy spodziewać się jakiejś kontynuacji. Czy w takim razie ostatnia część stanowi satysfakcjonujący koniec? Nie. Pomimo nagłej zmiany Rufusa na gorsze jest to dobra kontynuacja, ale – wciąż kontynuacja. Czytając napisy końcowe nie miałam poczucia końca i pewnie gdybym nie wiedziała, że ograłam właśnie zapowiedzianą ostatnią część sagi, to poszukałabym w google kiedy ma być premiera czwórki.



Goodbye Deponia Goodbye Deponia Goodbye Deponia


Ostatecznie na plus


Goodbye Deponia to rozległa produkcja ze złożoną fabułą, w której łatwo się zagubić. Ma wiele postaci z poprzednich części, więc dobrze przypomnieć sobie jedynkę i dwójkę. Świetne minigierki i w większości dość intuicyjne zagadki.



Bardzo dobry dubbing oraz nowa muzyka. Niestety pioseneczki oddzielające poszczególne rozdziały nie są już tak sprytnie napisane jak w dwójce. W większości jest to po prostu zwyczajna mowa z melodią w tle. Do naszej dyspozycji została oddana masa dodatkowego dialogu, którego i tak jest niepomiernie dużo. Chociaż już rozgrywając tutorial można się domyślić, że gra będzie przegadana.



Goodbye Deponia


Rufus cierpi na rozbicie jaźni, a sama gra z czasem robi się bardziej obraźliwa. Nic dziwnego, że główna postać kobieca w końcu zostaje rozebrana i w takiej oto formie trafiła na okładkę. Niemniej jednak jest to bardzo dopracowany produkt. Jedyny bug na który natrafiłam to źle zrobione przybliżenie na sprite*, przez co postać Rufusa była rozmazana w jednej lokacji.



Kończąc trylogię przyjdzie nam się zastanowić, czy osiągnęliśmy zamierzony cel. Niemniej jednak polecam Goodbye Deponia dla wszystkich szukających solidnej pozycji z wieloma zagadkami i mogących znieść niepoprawny politycznie humor oraz głównego bohatera fajtłapę.



* sprite - Dwuwymiarowy obrazek używany w systemach grafiki dwuwymiarowej i 2.5-wymiarowej, który po przesunięciu i ewentualnie przeskalowaniu jest przenoszony na ekran.













7 PLUSY:

dobrze zrobiona kontynuacja
+ unikalne lokacje
+ muzyka
+ angielski dubbing
+ długa
+ minigierki (łamigłówki)
MINUSY:

przegadana
- bardzo złożona fabuła (wymagana znajomość poprzednich części)
- zdecydowanie nie dla dzieci
- dwulicowość Rufusa
- zakończenie bez zakończenia


Autorka: Kami