The Night of the Rabbit - zapowiedź
Dodane przez Kami dnia 12.05.2013 12:42

Ledwo usłyszawszy o tej grze, od razu naszła mnie myśl o The Whispered World, póki co najlepszej przygodówce Daedalic – przynajmniej w moim mniemaniu. W dodatku sama postać enigmatycznego Markiza de Hoto, królika w ostentacyjnym fraku, bardzo przypadła mi do gustu rozbudzając oczekiwania. Po przejściu wersji preview z przyjemnością mogę stwierdzić, że wygórowane wymagania zostały w pełni spełnione.



The Night of the Rabbit


Jerry mieszka z mamą w domku niedaleko miasta.



Już na wstępie widać logo Daedalic w nowej oprawie leśnych odgłosów w tle. Menu wita specyficznym stylem ręcznie rysowanej grafiki w tonacjach ziemi oraz szkicami koncepcyjnymi i trochę nostalgiczną muzyką, gdzie pierwsze skrzypce grają... skrzypce. Magia dosłownie wisi w powietrzu i nie blednie, kiedy oto słyszymy starszego człowieka w znoszonym fraku, mówiącego o wydarzeniu, któremu mógł zapobiec. Dalej przejmujemy władzę nad królikiem i w dość tajemniczy sposób dowiemy się, jak trafił na chłopca imieniem Jeremiah Hazelnut, którego marzeniem jest zostać czarodziejem.



O fabule słów kilka


Dalej nasze przygody będziemy przeżywać jako Jerry (przynajmniej w dostępnym kawałku gry). Dwunastolatek ma przed sobą ostatnie dwa dni wakacji, które szybko zamienią się w coś dużo bardziej ekscytującego niż zbieranie jeżyn na ciasto w pobliskim lesie. Całe szczęście, ponieważ zapuszczając się głębiej w knieje można zobaczyć miasto, które bynajmniej nie jest uroczym małym miasteczkiem. To był ten jeden moment kiedy pomyślałam, że jednak świat w grze nie będzie tak magiczny i przyjdzie nam rozgrywać nadchodzące wydarzenia w szarym obliczu współczesności, bawiąc się na trzepaku, gdzieś na betonowym podwórku przy supermarkecie.



Szybko jednak spotykamy Markiza, który równie szybko straci na swojej tajemniczości kiedy tylko zacznie mówić. Okazuje się bowiem, iż jest to bardzo rzeczowy królik, a więc nie do końca postać której się spodziewałam. Jednak tak jak w The Whispered World, tak i tu nie wszystko będzie tym, czym się z początku wydaje…



The Night of the Rabbit


De Hoto pokrótce wyjaśni kim jest „Treewalker” oraz jakie moce posiada. Weźmie też chłopaka na ucznia i od razu przeniesiemy się do zupełnie nowego świata, jakim jest Mousewood. Tam zaczniemy naukę u naszego nowego mistrza czarodzieja. Pierwsze zadanie będziemy musieli jednak wykonać w pojedynkę, więc od razu zaznajomimy się z miastem i jego wieloma mieszkańcami, składającymi się z myszy, wiewiórek, sów i innych mniejszych zwierząt. Jak zapowiada producent, głównym celem będzie odkrycie mrocznej tajemnicy Markiza. Nasza z pozoru bajkowa przygoda szybko zamieni się w koszmar, kiedy na świat i jego mieszkańców spadnie czar podłego maga imieniem Zaroff. Jerry już wkrótce odkryje prawdziwy powód swojej praktyki u de Hoto i wraz z nowymi przyjaciółmi będzie musiał stawić czoła spiskom podstępnego czarnoksiężnika.



ta część zawiera lekki spoiler


Tylko czy aby na pewno? Fakt, że futrzak wyszedł z kapelusza należącego do Zaroffa, już na wstępie daje do myślenia. Daedalic ma dryg do historii z podwójnym dnem, gdzie koniec opowieści obraca wszystko o 180 stopni.



The Night of the Rabbit


Mousewood



A walk in the park*


Dostępny kawałek gry, który zajmuje jakieś 2,5 – 3 godziny, stanowi jedną szóstą całej rozgrywki. Jeśli tak będzie w rzeczywistości, to gra zajmie grubo ponad 10 godzin, co nie zdarza się często w tych czasach. Sam początek prezentuje średni poziom trudności, który bardziej opiera się na dostępnych nam w danej chwili rozwiązaniach – nasza królicza noc jest bardzo liniowa. Napis „end of the preview” powitał mnie w momencie rozpoczęcia eksploracji nowego terenu, kiedy miałam już w głowie dziesiątki pomysłów na rozwiązanie zagadek, które zostawiłam za sobą, a do których nie miałam jeszcze odpowiednich przedmiotów.



Mousewood i jego mieszkańcy tworzą bardzo żywe otoczenie. Mamy uczucie wejścia w daną sytuację, która bynajmniej nie zaczęła się wraz z naszym przybyciem. Każda z postaci ma własną historię, a angielski dubbing stoi na naprawdę wysokim poziomie. Cała produkcja tryska niesamowitym humorem oraz oczywistymi nawiązaniami do Alicji w Krainie Czarów (których jest najwięcej), czy nawet Harry'ego Pottera.



The Night of the Rabbit

The Hall of Apprentices - centralny punkt wszystkich Treewalkers



Grafika to pełne 2D z ręcznie rysowanymi tłami, które nie mogły być gorsze niż wspaniałe. Na tym polu Daedalic ma już wyrobioną renomę i mogę tylko powiedzieć, że i tym razem nie zawiódł. Cut-scenki, przynajmniej na początku zdarzają się dość często, urozmaicając rozgrywkę. Notorycznie natrafimy też na lokacje z zastosowaniem tzn. „parallax scrolling”, czyli technologii kilku warstw przemieszczających się w różnym tempie podczas ruchu kamery, dodając poczucie głębi do płaskiego 2D.



Child’s Play**


Gra jest naprawdę dobrze przemyślana. Mechanika hotspotów, czy wskazówek, które możemy uzyskać od de Hoto są przedstawione w genialny sposób. Jak to w grze point&click, poruszamy się za pomocą myszki. Do dyspozycji zostaje nam oddany kursor w kształcie liścia, a każdej z dostępnych akcji nauczymy się w krótkim tutorialu, który już sam w sobie przykuje naszą uwagę i zachęci do dalszej rozgrywki. Można go pominąć, aczkolwiek nie polecam.



The Night of the Rabbit


Krasnoludy pracują tylko pod osłoną nocy.



Podczas naszej wędrówki natrafimy też na cztery rodzaje znajdziek, m.in. talię kart, magiczne krople rosy, czy opowieści tajemniczej postaci nazwanej „Woodsprite” (w tłumaczeniu mniej więcej „leśny krasnal”), którą spotkamy już na samym początku. Nauczymy się też kilku zaklęć. Pierwszym z nich będzie możliwość rozmowy na odległość z naszym mistrzem, który dostarczy nam wyżej wspomnianej podpowiedzi.



Królik z kapelusza


Chwile spędzone z grą pozostawiły u mnie apetyt na więcej. Cóż mogę powiedzieć? Magia, leśna wioska, mistrz w postaci zagadkowego królika i perspektywa nauki czarów – czego chcieć więcej? Dodajmy do tego jeszcze kilka świetnych rozwiązań, jak patrzenie przez dziurkę w monecie dla dojrzenia rzeczy zwyczajnie niewidocznych i potężną dawkę humoru, który ociera się czasami o sarkazm. To jest gra po prostu stworzona dla mnie! Póki co, jedyną rzeczą, jakiej mi jeszcze brakuje to muzyczny motyw przewodni, który dosłownie powalałby na kolana, jak w przypadku The Whispered World (słowo daję, słuchałam tego utworu ponad setkę razy po ukończeniu gry). Tęsknię też za starym tytułem „The Rabbit’s Apprentice”, który był bardziej oryginalny i stanowił jedną z rzeczy, dzięki którym wyczekiwałam na tą produkcję już od dawna. Do premiery zostało jednak jeszcze trochę czasu. Gra trafi do sklepów 29 maja.



The Night of the Rabbit


* angielski idiom oznaczający coś prostego, nie przedstawiającego żadnej trudności

**angielski idiom, odpowiednik naszej “bułki z masłem”



autorka: Kami