Chaos on Deponia - recenzja
Dodane przez Kami dnia 05.11.2012 20:48
Recenzja wersji angielskiej.


Druga część w trylogii ma zawsze niewdzięczną rolę przejścia pomiędzy początkiem, a końcem. Rozwinięcie wątków przy jednoczesnym braku ostatecznego wyniku może się podobać, albo i nie. Osobiście wyczekiwałam na Chaos on Deponia. Pierwsza część była oparta na solidnych fundamentach, ale ubożała przy bliższym poznaniu przez zwykłe niedopracowanie. Mówi się, że ostatnie 10% gry zabiera 90% czasu i tak też powinno być. Na drugą odsłonę trylogii czekaliśmy ledwo dziewięć miesięcy (w przypadku wersji angielskiej trzy miesiące). Jak więc wypada na tle poprzedniczki?



Na początku dowiemy się jak bardzo Rufus się NIE zmienił.





Zobaczymy też świetnie zrealizowane intro, które łączy ujęcia z gry oraz dograne zdjęcia z realnego świata. Druga część ma być tak samo kontynuacją, jak i osobnym produktem, ale pomimo szczegółowego wprowadzenia – historia Deponii jest tak nowatorska, że ktoś sięgający od razu po dwójkę łatwo się w tym wszystkim zagubi. Spotkamy bowiem starych przyjaciół i dowiemy się więcej o wcześniej rozpoczętych wątkach. Poza tym, Deponia pomimo swoich wad jest zdecydowanie dobrą grą, konieczną do poznania dla każdego fana przygodówek. Lepiej więc nie kombinować i po prostu zagrać w trylogię tak jak się powinno – od początku.



Deponia2


Posłuchali graczy


Naszym głównym celem będzie, tak samo jak w jedynce, próba dostania się do Elysium. Fabuła jest jednak bardziej wielowątkowa i dynamiczna. Akcję poprowadzono tak, aby przez większość czasu mieć możliwość wyboru pomiędzy rozwijanymi wątkami, przez co nie uświadczymy już momentów przestoju. Gra jest dzięki temu mniej liniowa, a także bardziej prowadzi gracza, przy jednoczesnym braku bezpośrednich podpowiedzi (po prostu wiadomo o co chodzi w zadaniach). Dlatego mamy mniejsze prawdopodobieństwo utknięcia, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej satysfakcji z rozwiązywania zagadek. Natomiast te, mimo dalszego zachowania swojej abstrakcyjności, są bardziej zrozumiałe i w pewnym sensie logiczne przez to, co mówi nam gra. W porównaniu do poprzedniczki mamy duże usprawnienie na tym polu. Niemniej jednak Chaos on Deponia zaserwuje nam czasami niezłe łamanie głowy, choć ma to związek ze sprytnym pomysłem wykorzystania każdego aspektu gry, a nie niezrozumiałymi zadaniami.



Deponia2


Kolejnym ulepszeniem jest też mapa, która umożliwi nam szybsze przemieszczanie się. Jednak mimo jej obecności nachodzimy się nawet więcej niż w jedynce przez bardziej złożone zadania. Składa się to bezpośrednio na wydłużenie czasu rozgrywki, która tym razem zajęła mi nie osiem, a dziesięć godzin.



Czy może nie?


Kolejny raz natrafimy na nierówne rozłożenie fabuły. Pierwszy rozdział zajmie tak jak w jedynce ponad połowę gry i można by pomyśleć – znowu zrobili to samo. A jednak. Nie czułam, że zakończenie jest po prostu dolepione dla przedłużenia rozgrywki. Fabuła jest tym razem spójna i nie mamy już wrażenia, że podczas przerwy na herbatę straciliśmy spory kawałek całej historii, w rezultacie czego na końcu dowiadywaliśmy się o rzeczach, które nie wiadomo skąd się wzięły. Scenariusz jest dużo bardziej przemyślany, a taka a nie inna długość rozdziałów po prostu ma swój sens i usprawiedliwienie w fabule.



Deponia2


Humor bardzo czarny


To co zachwyciło mnie w Chaos on Deponia to zagadki. Po przedłużonym wstępie trafimy na... hm, pływający czarny rynek (eng. - „floating black market”) i od razu rozpoczniemy nasze największe zadanie – połączenia wszystkich osobowości Goal (grając w jedynkę można było się dowiedzieć co Rufus zrobił z jej implantem mózgowym). Będziemy musieli przekonać lady Goal, dziecko Goal i buńczuczną Goal do pójścia z nami – biorąc pod uwagę to, co Rufus zrobił jej dotychczas, logiczne jest, że woli się trzymać od niego jak najdalej. To lekko szowinistyczne zadanie bardzo mnie ubawiło. W dodatku, na drodze do celu przyjdzie nam odwiedzić bar prowadzony przez okultystyczne monstrum podziemia, czy zostanie członkiem klubu dziobaka. Czasami na myśl przychodził mi Książę i Tchórz – wspaniała polska przygodówka ze świetnymi zagadkami, które bawią gracza i które po prostu przyjemnie jest przechodzić. Tutaj można doświadczyć podobnej radości z rozgrywki, co nie jest przecież takie łatwe do osiągnięcia.



Deponia2


Niemniej jednak wcześniej narzekałam na nierówny poziom zagadek i w dążeniu do poprawienia tego aspektu z zachowaniem humoru gry, twórcy poszli o jeden krok za daleko. Gra w wielu momentach będzie nam podkreślać charakter Rufusa. W jedynce można by się jeszcze zastanowić czy na końcu przeszedł jakąś przemianę, czy nie. Teraz z jednej strony nasz bohater jest bardziej zdeterminowany do ocalenia swojej planety, a z drugiej jest po prostu zwykłym dupkiem... I nie można tego ująć inaczej. Rozgrywkę zaczniemy od zabicia kanarka i dalej będzie już tylko gorzej. Nie wdając się w szczegóły, nie dawałabym tej gry młodszym graczom, bo mogą się albo rozpłakać, albo dostać jakiegoś urazu do krabów. Z jednej strony gra jest bardzo pocieszna i stawia przed nami naprawdę świetne zadania, a z drugiej natrafimy na momenty kiedy rozwiązanie będziemy mieć dosłownie w kieszeni, ale przez (lekko ujmując) pokrętne rozumowanie naszego bohatera, będziemy musieli szukać rozwiązania naokoło i w rezultacie czasami krzywiąc się z niesmaku. Nie zrozumcie mnie źle – całościowo takie, a nie inne rozwiązanie jest w grze logiczne i nie ma się tu wrażenia wpychania dodatkowych minut gameplayu. Po prostu samo rozwiązanie jest strasznie chamskie i sprawia, że zaczynamy darzyć Rufusa antypatią.



Deponia2


Sam humor na początku może wydawać się na siłę, bardziej wywołujący niezręczny grymas twarzy niż uśmiech, ale potem nabiera tempa i z wyjątkiem kilku niesmacznym momentów trzyma naprawdę dobry poziom.



Nowy kawałek Deponii


Interface jest taki sam jak w pierwszej części, kolejny raz uświadczymy pełnej obsługi myszką – LPM użyj, ŚPM hotspoty, PPM obejrzyj. Tak samo sam gameplay – jest to to samo, coś jak Syberia, tyle że jej obie części były mniej więcej na tym samym poziomie.



Poprawiono jednak cut-scenki. Nie mamy już wrażenia statyczności postaci, wprowadzono większą dynamikę. Również nowa muzyka nie jest tak nachalna jak poprzednio. Natrafiłam tylko na jeden utwór, który może lekko irytować przez wysokie dźwięki. Na szczęście nie będziemy mieć z nim do czynienia przez dłuższy okres, więc jest ok.



Deponia2


Za to wciąż można natrafić na niezgranie postaci Rufusa z głosem. Pełne emocji kwestie często wygłasza z kamienną miną, co psuje trochę obraz całości. Ogrywana przeze mnie wersja była wczesną review, która doczekała się już czterech aktualizacji. Daedalic będzie intensywnie pracować nad grą aż do premiery, ale dla pełnej sprawiedliwości wspomnę o napisach, które czasami nie zgadzały się z wypowiadanymi przez postacie słowami. Ogólny sens wypowiedzi był zachowany, więc nie uznaję tego za wadę, ot taka mała rzecz do dopracowania.



Angielski dubbing po raz kolejny stoi na wysokim poziomie. Każda z postaci ma swój „stary” głos i tak jak poprzednio, czasami wymagana jest lepsza znajomość języka do wyłapania wszystkich smaczków. Wyraźnie widać, że tak jak poprzednio przyłożono dużo uwagi do tłumaczenia. Tym razem wersja angielska ma swoją premierę niecały miesiąc po oryginalnej, niemieckiej. W porównaniu do poprzedniego ponad pół roku jest to znaczny skok i oczywiście wielka dogodność dla graczy. Niedługo zobaczymy i polską wersję, co bardzo cieszy, ponieważ w końcu możemy poczuć, że nasze nowe gry nie są już tak naprawdę starymi.



Deponia2


Wciąż nie na Elysium


Ogólnie więc Chaos on Deponia wypada lepiej niż poprzedniczka. Daedalic naprawdę się spisał, poprawił rzeczy na które zwracano uwagę w recenzjach i głosach graczy, chociaż nie ustrzegł się też nowych minusów. Niemniej jednak nie są one już tak znaczące jak całe zakończenie i słaba konstrukcja scenariusza z jedynki.



Przede wszystkim trafiamy z powrotem do bardzo klimatycznego otoczenia, okraszonego piękną grafiką 2D. Kolejny raz spotykamy lumpa śpiewaka, który przygrywa nam przy każdym nowym rozdziale – co jest tak swoją drogą świetnym motywem, a swoim poziomem dorównuje The Neverhood. Napotkamy także na nawiązanie do The Whispered World, przy którym twórcy śmieją się z własnej gry. To wszystko wraz ze świetnymi zadaniami i zagadkami sprawia, że w Chaos on Deponia po prostu miło się gra.



Deponia2


Niestety czasami natrafimy na zgrzyty w postaci sucharów Rufusa, niesmacznych rozwiązań, pełnych emocji kwestii wygłaszanych z kamienną miną, no i czasami zatęsknimy za możliwością biegu. Niemniej jednak jest dużo lepiej niż w jedynce. Daedalic – wróciłeś na dobre tory!











8 PLUSY:

wielowątkowość
+ lepsze prowadzenie gracza
+ całkiem długa
+ świetnie opracowane zadania
+ w większości humor
+ poprawione cut-scenki
+ mniej nachalna muzyka
+ wysokiej jakości dubbing
+ Daedalicowa grafika
+ znajoma atmosfera Deponii
MINUSY:

czasami lekka irytacja przez brak możliwości biegu
- niesmaczne rozwiązania
- okazjonalne suchary Rufusa
- emocje z kamienną miną


Autorka: Kami